Jako, że istnieje temat wpadki kuchenne myśle, że można i taki założyć. W temacie piszemy nasze niemiłe wypadki z naszym ukoczanym narzędziem komputerem w roli głównej.
Zaczne;
Rozkręciłem całkiem sprawny dysk twardy (4,7gb), bo kupowałem nowy(80gb) tylko po to, by zobaczyć co w nim jest.
Ja wsadzilem dysk do lodowki, bo bym za goracy 
no mi akurat sie sporo rzeczy zdarzyło
>> zdenerwowany taz wyrwałem kabel z Myszki i raz połamałem myszke
>> Kisiel mi sie wylał na nowa klawiature
(musiałem ja rozebrac na kawałeczki i czyścic kilka dni
>> pół dnia męczyłem sie z komputerem bo było coś z nim nie tak(próbowałem sformatowac i wgrac winde), a okazało sie ze listwa od hdd była przerwana 
pierogi z truskawkami. Rozgotowane więc pełne wody. Na klawiaturze. Oj.. ze 2 miesiące temu
Klawisze mi się skleiły, więc nawet do teraz dobrze nie działają...
Hehehe no niezle macie "wpadki" z kompem
Ja wczoraj kupilem nowa fajna laserowa myszke, dlatego stara rozbilem o sciane
...w koncu nie byla juz potrzebna.
| ebskryshak wrote: |
Hehehe no niezle macie "wpadki" z kompem
Ja wczoraj kupilem nowa fajna laserowa myszke, dlatego stara rozbilem o sciane
...w koncu nie byla juz potrzebna. |
ja jak kupiłem nowa Myszke to stara która juz była wysłuzona rozebrałem na czesci, najdrobniejsze
nawet rozlutowałem całą płtke
A co ciekawsze złozyłem ja i działała
(mam takie zboczenie ze uwielbiam rozbierać różne rzeczy... no osoby tez
)
Odklejałem radiator z płyty główne, myślałem, że jest na klej, więc najpierw zamroziłem płytę i kręciłem nim w obie strony i nic. Potem myślę, że to inny rodzaj kleju więc trzeba go podgrzać, więc suszara i jedziemy
Kręcę, kręcę i ani drgnie...Wkurzyłem się, wziąłem kombinerki, szarpnąłem i .. odeszło bez problemu, po godzinie roboty oO Wniosek, na przyszły raz sprawdzać rodzaj kleju/taśmy 
W jakims filmie widziałem jak gośc rozwala klawke o głowę.
Gdy kupiłem nową klawkę, i monitor, walnołem klawką w monitor (CRT 15 cali) -> klawka się złamała, klawisze rozprysnely sie po calym pokoju.... monitor cały, ale i tak poszedl na śmieci. Chciałem go zrzucić z 2 piętra na ulice ale stwierdziłem że odłamki mogą być niebezpieczne
- 2 dyski 4GB i 20GB -> wiszą na ścianie =] do tego podświetlone diodą ultrafioletową.
- procesor Duron 900Mhz -> jako breloczek do plecaka
- 10 procesorów Pentium 2 133Mhz i 233Mhz -> jako ozdoba na ścianie
- wylana kawa na nową bez przewodową klawkę (przed wczoraj :/)
- rozwalanie dysku 2,4GB młotkiem (bo nie miałem śrobkręta w kształcie takich gwiazdek)
No.... to chyba wszystkie moje najciekawsze przygody 
Temat należałoby raczej nazwać nie wpadki z kompem, tylko alternatywne metody wyżywania się na sprzęcie komputerowym. Chociaż muszę przyznać że wcale nie jestem w tym gorsza.
^ Kiedyś, gdy mialam jeszcze jakieś 12-13 lat, z kumplem dowiedzielśmy się o szatańskiej metodzie podkręcania procka. Oczywiście trzeba to było przetestować, na całe szczęście na starym nieużywanym już Pentium S 75 MHz. Ponieważ efekt nie był zbyt widoczny wpadliśmy na jeszcze bardziej szatański pomysł odkręcenia wiatraczka od procesora. Przepalił się i tak dopiero po jakiejś godzinie (ah, ten zapach topionego krzemu
).
^ Będąc jeszcze młodsza, zamknęłam 2 ludziki lego w starej, wielkiej atramentowej drukarce. Próbowałam je wydostać stamtąd na różne sposoby, ale nie dało rady. Odkryłam je po paru latach, gdy w ramach eksperymentu rozkręciłam drukarkę.
^ W wieku jakichś 14 lat, bardzo poważna pani informatyk założyła hasło do biosa, żeby nikt inny z rodziny nie grzebał w tak poważnych sprawach komputerowych jak ona. Hasła nie używałam przez jakis czas i oczywiście je zapomniałam, a cyrk był dopiero kiedy faktycznie trzeba było w tym biosie coś przestawić. Po tygodniu walki musiałam się poddać i pójść do znienawidzonego serwisu
^ W latach młodzieńczych zdarzyło mi się również sformatować nie ta partycję co chciałam, zupełnie niechcący...
^ W sumie powinnam tu na końcu napisać, że to tylko młodzieńcze przygody, które zainspirowały mnie do pójścia na studia informatyczne, ale wychodzi na to że w moim przypadku starszy wcale nie znaczy mądrzejszy. W akademiku mam taki burdel, że często można się potknąć o różne rzeczy, raz nawet zdarzyło mi się o kabel zasilający od lapciaka. Efekt? Laptop natchnięty samobójczymi myślami zeskoczył z biurka, nie chciał się bootować za żadne skarby świata, a co gorsza nie dało się sformatować dysku na żaden sposób. Gdy zrozpaczona zastanawiałam się skad tu wynaleźć pieniądze na nowy dysk, tamten sformatował mi się sam w ciągu nocy i co ciekawsze, sam uruchomił instalację Windy. Okazało się że mam parę bad sectorów, ale pracuję na tym dysku już jakieś pół roku od wypadku i jak na razie nie mam żadnych problemów. No może poza...
^ ...instalacją Ubuntu. (Aż wstyd
) A właściwie dwiema nieudanymi jej próbami. Tnie mi dysk nie w ten sposób jak chcę i instalacja się przerywa. Dopiero teraz głupia blondynka skojarzyła że to może mieć jakiś związek z samobójczym skokiem mojego lapciaka
CD na pewno N, bo założę się, że przypomną mi się jeszcze jakieś moje komputerowe przygody 
-kiedys robilem zasilanie do hdd mojej Playstation2 (homemade;)) i prawie sie udalo ale pomylilem kabelek + z kabelkiem - i 10gb sie spalilo
- jeszcze pare lat temu udalo mi sie podkrecic k. graficzna o 50% dzieki czemu moglem pograc w fife... przez 15 minut XD
ktos tam cos wspominał o monitorze z 2 pietra;) moj brat mieszkajacy w akademinu pewnego dnia wychylil sie przez okno a tam z gory chyba to bylo 7 czy 8 pietro ktos wyrzucil monitor;d zaraz potem pc dolaczyl do niego
wieczorem juz chyba wszystko bylo na złomie 
Moj kuzyn wkurzyl sie raz, ze nie moze przejsc jakiejs misji w Age of Empires. W reakcjina to trzasnal kopa w wysunieta kieszen na plytki od nagrywary. Wszystko sie polamalo.
Ja kiedyś sie wkurzałem że coś mi się muli i chciałem radiator + wiatraczek przeczyścić w czasie gdy komp był uruchomiony ^^ Wsadziłem szczoteczkę w wiatrak, komp się zmulił jeszcze bardziej i coś zaczęło śmierdzieć
Po tamtej przygodzie nie bawię się w czyszczenie przy włączonym sprzęcie bo nie chce stracić sprzętu 
Ja od samego początku wiedziałem, że problemy z komputerami dzielą się na te software'owe i hardware'owe. Stwierdziłem, że będę kombinował tylko z softem, popełniał błędy eksperymentując i uczył się na nich. Kiedy dostałem mój pierwszy komputer, dostałem już gruby segregator z kopalnią wiedzy o komputerach (sprzedawali kiedyś takie-co tydzień nowe kartki do segregatora, głównie o obsłudze Win95).
Chwilę później także książkę "Komputer to proste" którą mam do dzisiaj (Katherine Murray, wydawnictwo RM i IDG Books, oryginał "Discover PCs" z 1997). W książce tej pani Kasia, zdolna bestia, stwierdziła, że w systemach DOS'owych można bez problemu wywalić autoexec.bat i config.sys i komputer będzie ciągle działał. Uwierzyłem jej na słowo, wiedziąc do czego te pliki były i nawet wcześniej dopisując sobie "c:\windows\win.exe" do końca, żeby mi się system sam odpalał
Miałem wtedy jakieś 10lat i komputer owszem ciągle działał po wywaleniu autoexec'a, do restartu.
Mieliśmy wtedy imprezę sylwestrową, praktycznie każdy mógł podejść do mojego komputera i coś namieszać, więc 1 stycznia 2000 totalnie nie skojarzyłem tego z autoexec'iem, raczej z Y2K. Przyjechał wujo-informatyk, który niezależnie od problemu wykonuje format i wgrywa DOS'a. Tak więc, straciłem wszystkie moje ulubione gry (chlip, chlip) i system.
Ten drugi szybko wymieniłem na znaleziony na stosie dyskietek Windows 3.11EN (polskiego znaleźć nie mogłem). System służył mi przez baaardzo długi czas, aż któregoś dnia wpadłem na pomysł, żeby sformatować to wszystko w cholerę... przez BIOS'a. Nigdzie nie pisało, że to low-level format. Nie muszę chyba mówić, że dysk nie nadawał się potem do użytku... ;>
Ja kiedyś wymieniałem dysk. Oczywiście wyłączyłem komputer, ale nie chciało mi się wypinać go z gniazdka. Zatem szarpię się z tym dyskiem i szarpię, chcę wyciągnąć z niego przewody. Zawadziłem o włącznik.
Błysk, poszedł dym i dysk do wyrzucenia - na szczęcie to był ten stary do wymiany i nie miałem już na nim ważnych danych.
Od tej pory nauczyłem się więcej ostrożności.
siostra Arka (mąż Misia) miała HP z Vistą. Super informatyk mtz postanowił przeinstalować na XP, żeby net bezprzewodowy działał (bo nie było oprogramowania).
Odpalam płytkę - zonk nie widzi dysku
próbuję formatować w Visty - nie chce
ściągam Knopixa - nie chce odpalić
zostawiam Knopixa w iso i wrzucam na płytę - odpala
jestem w knopixie- chcę formatować - zonk, chce hasła
znalazłam, ustawiłam hasło - zonk chce uprawnień admina
udało się, robię on.. i zonk, bo on nie chce
w końcu formatuję dysk naprawy i narzędzi (jest!), ale główny z dyskiem nic..
poszłam do mojego kuzyna informatyka
on odpala inną wersję wina - zonk też nie widzi dysku
w końcu się okazało, że dysk, żeby odpalał Vistę musi mieć jakieś doładowanie. Wyłączyliśmy i wszystko poszło gładko.. po 2 miesiącach starań 
Mi udało się spalić nowiutki 250 GB dysk - po prostu przy pierwszym jego podłaczeniu nie zauważyłem, że leży na jakiejś śrubce. Pech chciał, że właśnie ta śrubka przy włączeniu kompa zrobiła zwarcie i dysior spalił się na amen...
Całe szczęście, ze udało mi się wcisnąć kit w sklepie (panie, ja ten dysk podłączyłem do kompa i się SAM sfajczył
) i wymienili mi go na nowy "od ręki" 
na legalnym windowsie ściągam aktualizacje windows media playera //jak mi zaraz jakiś zagorzały jego przeciwnik krzyknie cokolwiek, to sie wkurze//, instaluje i kicha...
poprostu sie spieprzyło, nie wiadomo co, no to uninstall... nie da sie, co jest? wywalam ręcznie usuwam pliki, paru sie nie da, poprostu same sie odtwarzają, nie wiadomo co jak gdzie?
no to niszczarka plików... też sie nie da :/ wywalanie rejestrów - kicha
po 2h godzinach zrezygnowałem i z bólem //ah to przyzwyczajenie// i przerzuciłem sie na winamp'a
wniosek -> nie ufajcie legalnym produktom microsoftu 
Odnośnie legalnych produktów MS. Tak jak wielu ludzi posiadałem kiedyś nielegalne oprogramowanie MS Windows XP
Chcąc w jak najlepszy sposób zabezpieczyć się przed atakami z sieci ściągnąłem aktualizacje do windowsa. Niestety 2 raz już go nie odpaliłem. Podczas wczytywania wyskakiwał komunikat, że mam nie oryginalną wersję oprogramowania. Jedyne co mi zostało to klasyczny... Format 
| bet_score wrote: |
Odnośnie legalnych produktów MS. Tak jak wielu ludzi posiadałem kiedyś nielegalne oprogramowanie MS Windows XP Chcąc w jak najlepszy sposób zabezpieczyć się przed atakami z sieci ściągnąłem aktualizacje do windowsa. Niestety 2 raz już go nie odpaliłem. Podczas wczytywania wyskakiwał komunikat, że mam nie oryginalną wersję oprogramowania. Jedyne co mi zostało to klasyczny... Format  |
Kolego, owszem gdy coś nie działa, bądź działa źle i komputer pracuje pod Windowsem, to faktycznie najlepszy sposób. Zgadzam się wtedy z tobą, że po formacie takie błędy, a raczej dziury w oprogramowaniu MS można ładnie zatkać (idąc inną drogą algorytmu jeszcze raz ;p).
Jeśli masz nielegalną wersje, to najbardziej odpowiednim rozwiązaniem jest kupienie licencji.
Oczywiście muszę nadmienić, że oprogramowanie MS jest tak otwartą platformą, że nie uruchamiając niektórych usług podczas startu systemu, można uniknąć takich komunikatów (tylko po co jeśli to prawda?) nawet po aktualizacji.
Pozdrawiam
| divek wrote: |
| Jeśli masz nielegalną wersje |
Pisałem: Miałem nie legalną wersję systemu. Już do tego etapu doszedłem że trzeba kupić oryginał
Ja miałem nie miłą sytuację z laptopem, zapukał do mych drzwi kolega z podwórka, więc wyszedłem z laptopem na klatkę schodową, no i postawiłem go na parapecie przy otwartym oknie, po czym jak zapewne się domyślacie z mojej głupoty i nieostrożności spowodowałem, ze laptop z 3 piętra znalazł się na parterze
, tyle chociaż dobrze, że nie był to nowy laptop, bo wtedy bym się zachlastał... No ale cóz mam już nowego, a to co udało się wyciągąć sprawnego ze starego laptopa sprzedałem na allegro 
Dziś:
Podłączam dysk kumpla i niechce mi się go montować u siebie w kompie, obudowa, śrubki itp więc go po prostu kładę. Potem, podacz odłączania zauważyłem, że jakby go cos tam trzymało, i smyram to coś ręką... głośnik systemowy Oo, odrazu myśli typu HDD+Magnes=koniec ze mną, ale działa x).
Kiedyś:
-Wciskanie ramu nie tą stroną co trzeba, aż się płyta główna uginała mocno.
-Upuszczenie procka na ziemię.
-Prawie złamanie karty graficznej, podczas jej wyjmowania.
-Niedoczepienie wentyla do procka celeron d dual core (takie dziwne zaczepienie, na 4 bolce).
Najśmieszniejsze jest to, że wszystko pięknie działa do tej pory =D.
Kuffffa, ja naprawdę byłam pewna że coś się jeszcze głupiego przydarzy...
Ostatnio pracuję na laptopie mojej matki. W sumie bydlę tej samej firmy co mój, nawet prawie z tej samej serii, tylko z podwójnym prockiem. Niestety, nie działały mi polskie fonty. Co gorsza, standardowy proceder w tej sprawie w ogóle nie przynosił rezultatów, bo nawet gdy układ klawiatury pokazywał "Polski programisty" polskich czcionek nadal brak. (swoją drogą nie mam pojęcia kto go tak nazwał. Polskie czcionki są ostatnia rzeczą która może się przydać programiście
) Po godzinie męczenia się, instalowania i odinstalowywania różnych komponentów Windows i grzebania we wszystkich możliwych ustawieniach przyszła pani informatyk z przerażeniem odkryła, że z przyzwyczajenia pisze bez patrzenia na klawiaturę, a w miejscu gdzie jej własny laptop posiada klawisz Alt, laptop mamusi rozwija menu podręczne, a Alt jest jakiś centymetr bardziej w lewo. Wszyscy koledzy do tej pory gratulują mi inteligencji 
Ja przytoczę co prawda nie swoją historię ale kumpla. Wyobraźcie sobie ledwo zalana klawiaturę i co ciekawe nie działa tylko jeden klawisz, a mianowicie klawisz z kropką. Niby niewiele, ale kumpel jest programistą, czyli kropka to podstawa
i tak oto przez jeden klawisz cała klawiatura poszła w kosz.
Na necie można znaleźć filmik jak młody chłopak dość nerwowo reaguje na grę Ogame
Klawiatura na monitorze myszka lata, kupa wrzasku..... a to tylko przez kilka pkt. w rankingu..........
| Calemb wrote: |
Na necie można znaleźć filmik jak młody chłopak dość nerwowo reaguje na grę Ogame Klawiatura na monitorze myszka lata, kupa wrzasku..... a to tylko przez kilka pkt. w rankingu.......... |
nie pamiętam, czy widac było na ekranie ogame, chyba nie bo ze smiechu nie byłem sie w stanie zmusić do oglądnięcia całego tego filmiku... i to chyba nie było tylko kilka punktów, no ale cóż, dzieci są delikatne xD
----
przedostatni tydzień ulew, chmur i wszystkiego złego... siedzęsobie spokojnie przy laptopie, nic sie nie dzieje, buszuje po jakiś stronach i nagle siada net, no wiec robie wycieczkę do reutera, ale z nim wszystko w porządku... co jest? włączam stacjonarnego, tam też neta nie ma :/ dogrzebałem sie do modemu, nie działa... reset, cuda nie widy, nie działa... 30 minut mineło zanim mnie oswieciło, ze burza spowodowała zwarcie w zasilaczu, który jako jedyny był nie podłączony do listwy... //15 minut przez feralnym wypadkiem odłączyłem laptopa z prądu
fart// efekt - dwa dni, zanim wymienili mi zasilacz musiałem chcąc korzystać z neta biegać do modemu, podłaczać go do zasilacza z reuter'a :/
Dobra, to ja też troszke napisze....
1. Podłączałem zasilanie do napędu CD (prędkość 4x) przy włączonym kompie - efekt: zasilacz do wymiany.
2. Na win95 nie chciała odpalić jakaś gra (wywalało błąd związany z kernelem), więc mie myśląc długo stwierdziliśmy z kumplem, że skoro on ma win98 to od niego się zgra kernela i będzie spoko. Przeszedłem więc do norton commander'a, skasowałem kernela i wgrałem tego od kumpla - efekt: win95 już nie odpalił... ;p
3. Znajomy chciał zainstalowac grę na dwóch płytkach - włożył obydwie (naraz) do jednego napędu...
4. Inny znajomy stwierdził, że ma na dyskietce paredziesiąt (!) gier - zdziwił się, gdy żadna nie chciała odpalić na innym kompie (zgrał skróty).
5. Pewien "informatyk" gdy przyszedł do mojego kumpla stwierdził, że aby podłączyć zasilanie do HDD należy przerwiercić dziurę w boku obudowy. Nie widział innego rozwiązania.
6. Wymianiałem atrament w kartridge'ach do Canon'a IP1600. Przez pare dni nie wiedziałem, czemu drukarka nie chcę drukować - później wcisłem przycisk od podajnika papieru i drukarka zacząła działać normalnie.
7. sprzedałem sprawnego Lexmark'a Z45 na giełdzie elektronicznej za 5zl, tylko dlatego, że nie chciało mi się go nosić ze sobą ;p
8. Włożyłem cooler od zasilacza do gnizdka z prądem - wiatraczek szybko się zakręcił, a mnie kopnął prąd.
9. Razem z kumplem nożycami do blachy wycinaliśmy dziurę z tyłu obudowy, bo jego nowa karta grafiki nie mieściła się do miejsca po śledziu...
10. Z innym kumplem postanowiliśmy przenieść na dyskietkach pełną wersję WarCraft'a 2, którą miałem na dysku - niektóre pliki zajmowały więcej niż pojemność dyskietki (a, że pojęcie archiwizacji kojarzyło się bardziej z obrzędami voodoo, niż z pakowaniem i dzieleniem plików) postanowiliśmy skompresować dyskietki - jedna miała 13MB (!), ale po pierwszym użyciu zepsuła się.
11. Ojciec kuzyna podłączając napęd COMBO do kompa wypiął kartę grafiki, lutował po płycie głównej i uszkodził parę kabli w kompie....
12. Raz podczas nagrywania płyt spaliłem 40 HAWKów... (mój stary CD-RW Lite-on'a nie bardzo je lubił).
Narazie tyle sobie przypominam - zapewne jest więcej... jak sobie coś przypomne to napisze 
Siemka.
Ja miałem z kompem bardzo nie miłe zdarzenie...
Wentylatorek na zasilaczu chodził głośno więc ja go jebs i po sprawie...
I tak przez miesiąc ash wiatraczek przestał chodzić... Ja oczywiście tego nie zauważyłem
tylko poczułem, ze cos w pokoju capi, ale nie zwróciłem na to większej uwagi...
Wyszłem się odlać przychodze do pokoju na kompa... ...a komp sie jara... no to ja sciagnałem nową koszulke adasia i zaczalem gasic... no i udało się... ale koszulka do wywalenia... 50zł poszło w błoto
pozdrawiam
Ja wsadzilem HDD do lodowki, jeden posiadajocy 500 mb wyzucilem prezez okno, zalalem monitor, no i oczywiscie stacja dyskow....
Zdaje sie że było nieco widać, poza tym link jakoś otwierało sie z forum Ogame i pod nim był komentarz że to jakiś "zapalony" entuzjasta Ogame nie może inaczej wyrazić swoich uczuć. Poza tym ze słów wypowiadanych po Niemiecku przynajmniej te kilka które dało się wyłowić można film nieco powiązać z Ogame, może nie jednoznacznie ale jednak. Sorki za offtop, do rzeczy:
Genialny pomysł kumpla: wywiercił otwory w obudowie komputera zeby lepiej się chłodził po czym stwierdził, że jednak odkręci obudowę całkowicie. Gdy nadeszła zima i przyszło przykręcić obudowę z powrotem, doszedł do wniosku, ze jest do niczego i poszedł po nową do sklepu ....... ach oby tak nie wpadł na ten sam pomysł tego lata 
To pokolej: Ułamany zaczep gniazda procesora do montowania radiatora. Spalona stara karta graficzna oraz now płyta główna (karta na AGP 2 a płyta AGP 4 ,
Zalana klawiatura piwem. Wcześniej była zalewana innymi płynami ale po piwie nie wstała.
Coż mogę powiedzieć , człowiek uczy się na błędach. Drugi raz tych samych błędów nie popełnię , tylko nie wiem jakie czekają mnie nowe. 
No widze sie troche nazbierało tych "wpadek"
Ja tylko dodam, że gdy dziś wracałem do domu, idąc schodami po klatce schodowej (mieszkam na 2 piętrze), probując wyciągnąć klucze z kieszeni wypuściłem dysk z ręki. Dysk na szczęście 2GB (na serwer linuxa), poleciał 1 piętro w dół =]. Obudowa troche powginana... no i niestety już linux sobie na nim nie podziała =]
@ Linuksa
Ostatnio zainstalowałem sobie debian'a etch - system naprawdę fajny tylko jego konfiguracja zajeła mi jakieś 30 godzin
Praktycznie nic nie chciało zagrać tak jak ja chciałem - począwszy odsterów do karty graficznej ati a na mplayerz'e kończąc...
po 2 tygodniach użerania się padły mi partycje linuksowe...
Teraz znó przesiadłem się na XP - co prawda jest wolniejszy, ntfs jest do bani i jeszcze można ponarzekać ale jak coś mi się sypnie to jestem w stanie sam to naprawić 
to jest wpadka ?
to ja mam takich duzo ale... "czlowiek uczy sie cale zycie"
moja wpadka: probowalem zrobic skrypt (na windowsie) oczyszczajacy katalog temp. no tylko ze zamiast deltree c:/windows/temp (czy jaktambylo) wpisalem deltree c:/windows. ale w sumie to osiagnalem sukces - oczyscilem ten katalog. a ze przy okazji inne...
dobrze ze dane trzymam na innej partycji. ech ale i tak musze w koncu zrobic backup.
Jako serwisant dziwnych przypadkow naoglodalem sie cale mnostwo , ale napisze o najciekwaszych , a wiec pewien Pan postanowail przecyscic wentyl na klocku , ale pech chcial ze mu caly cooler wypadl z gnaizda , nie wiedzac jak to zalozyc spowrotem , uzyl do tego celu superglue, wszytko bylo w kit ale od tempertury cooler odpadl powtornie. Tez kiedys u kupla z powodu przepiecia zjaral sie caly komp ( bylo zwarcie na lini 12V , a wszystko przez Sound Blastera - z jego winy spalilo sie wszytko oprocz stacji dyskietek (zasilana 5 V), wiec radze uwazac na karty SB
. Jako skomputeryzowany czlowiek zapragnalem miec komputer rowniez w piwnicy (stary 486 praktycznie nic warty - jedynie mial dla mnie wartosc sentymaentalna - chodzil jako router przez ponad 2 lata 24/7 , bez zadnych problemow, pewnego razu ukradli mi go
A oto co mozna zrobic z dysku twardego:
| Code: |
| http://www.mFoto.pl/uploads/1504/prototyp_a_4af5d.jpg |
Chinski Bios:
| Code: |
| http://www.mFoto.pl/uploads/1504/hp_f1723_lcd_92d72.jpg |
Odpalaliscie kiedys dysk bez pokrywy:
| Code: |
| http://www.mFoto.pl/uploads/1504/hdd2_621ce.jpg |
Moja wpadka to omyłkowe wylanie butelki z wodą na drukarkę
...
Kiedys w szkole na lekcji informatyki nauczyciel przyniosl nam kompa zeby go naprawic, i sobie poszedl... System nie chcial sie uruchomic... Wiec tzeba bylo rozkrecic kompa
I wtedy mozna sie bylo dopiero zabrac do przeinstalowania windowsa.
Wszystko poszlo jak po masle... Troche sie kompem pobawilismy, i czas go poskrecac zanim profesor wroci do klasy
No ale przeciez po co go wylaczac...
Obrucilismy go zasilaczem do gory i skrecamy... Niestety podczas przykrecania boku obudowy, przypadkiem wyleciala mi z rak srubka i wpadla do wentylatora zasilacza...
cos zagrzechotalo, zasmierdzialo.. i komp sie wylaczyl... bylo nawet widac taki brazowy dym
po wyciagnieciu srobki i skreceniu kompa, zastanawialismy sie kto powie nauczycielowi ze nie dalo sie kompa naprawic, ale po kilku minutach odpoczynku komp znowu wystartowal, i nawet wszystko w nim dzialalo.
A ja nadal skrecam i rozkrecam kompy na chodzie
ale tym razem bardziej przy tym uwazam...
ja właśnie wczoraj przez przypadek wrzuciłam laptopa do pustej wanny - już nie działa i zobaczymy co z nim nie tak
edit:
DZIAŁA
dysk się odłączył. mój kochany laptopik 
Jak sie zastanowic to przez 10 lat obcowania z kompem sporo sprzetu mi sie sfajczylo - ale najciekawsza historia byla z dyskiem 10 gb samsunga w ktorym po kolei urywaly sie druty - ja te druty wsadzalem do kabla i laczylo bo dysk dzialal co oceniam jako cud bo go czesto w plecaku nosilem a plecak potrafil niezle latac w szkole pod sufitem. Ale to stare czasy- niedawno wyciagalem dysk ze starego kompa i to co zobaczylem :/
ale dziala jakos.
hdd
| kizarop wrote: |
Odpalaliscie kiedys dysk bez pokrywy:
| Code: | | http://www.mFoto.pl/uploads/1504/hdd2_621ce.jpg |
|
Muszę kiedyś coś takiego zrobić, ale to musi pięknie się... kręcić XD.
Cóż, ostatnio to ja cały czas działam na włączonym kompie, jakoś jeszcze chodzi, ale już nie powiem ile razy wkręcało mi palce w jakiś wentylator xp. No i jeszcze siłowanie się z napędem DVD. Kiedyś złożyłem takiego kompa dla starego i zapomniałem niektóre rzeczy o złożeniu jego, np. to, że ten napęd DVD to przykręciłem z 8 śrubkami, zajmując wszystkie jego dostępne otworki. No i cóż, odkręciłem 4 z nich, reszty nie widziałem bo zasłaniał je górny kołnierz (?!) obudowy. I ciągnie a przez wakacje trochę mi siły w rękach przybyło x). Po paru minutach jak cała ta część obudowy już lekko się odgięła w doł... zauwazyłem te śrubki. Naszczęście blachę się wyprostowało i wszystko znowu pięknie xd.
Pamietam jak zaczął mi się topić cd rom.. na serio. Tzn nie az tak bardzo.. ale plastikowa obudowa zaczynała być gumiasta xD Nagrałem wtedy.. ohoho.. ok 50 płyt dvd. Kumpel przyniósł filmy fajne no to tzreba bylo przegrać xD. Ale chwilkę odpoczął i było juz wporządku.
| eddy007 wrote: |
| Pamietam jak zaczął mi się topić cd rom.. na serio. Tzn nie az tak bardzo.. ale plastikowa obudowa zaczynała być gumiasta xD Nagrałem wtedy.. ohoho.. ok 50 płyt dvd. Kumpel przyniósł filmy fajne no to tzreba bylo przegrać xD. Ale chwilkę odpoczął i było juz wporządku. |
Hm, a miał ktoś przygodę z płytką CD-R, która pękła na kawałeczki w środku napędu?
...dawno, dawno temu, (dokładnie trzy lata temu), byłem świadkiem i właściwie takiego incydentu. Wpadłem do jednego z najlepszych wtedy moich kumpli i uczyłem go używać bodajże VirtualCD na przykładzie płytki z pirackim Worms Armageddon... Atmosfera zaczęła się rozluźniać, kiedy płytka się wczytywała, wszystko szło w porządku... aż tu nagle, pijąc u kumpla szklankę Coli, usłyszałem niesamowicie głośny hałas. Kumpel patrzy na mnie mieszaninką przerażonego i pytającego wzroku, a ja mu tłumaczę, że to raczej za oknem ktoś wrzucił coś bardzo ciężkiego do okolicznej puchy ze śmieciami... po czym na ekranie wyskakuje po kilkudziesięciu sekundach napięcia read error. Otwieramy szufladkę... i abrakadabra, płytę wcięło. Dosłownie rozkruszyła się prawie w mak
. Szufladka nie chciała się już zamknąć i próby usunięcia drobin odkurzaczem nie przyniosły efektu. Zdaniem ówczesnej nauczycielki informatyki, ryzykowaliśmy nieświadomie w ten sposób sporo, bo można było uszkodzić laser rysując go odłamkami.
Jak to się stało? Teorii było kilka. Po pierwsze, poszedłem do kumpla od razu po szkole, była zima (i trzy lata temu faktycznie można to było zimą nazwać). Kumpel mieszkał daleko od szkoły, a płytkę trzymałem w przedniej kieszeni. W efekcie płytka była niesamowicie schłodzona i po włożeniu do napędu, temperatura miała prawo drastycznie skoczyć. A i fakt, że to tania esperanza też mógł się do trwałości przyczynić 