Zdarzają się wam pewnie wpadki kuchenne. Pochwalcie się nimi.
Ja kiedyś zrobiłam rosołek (tak dla urozmaicenia od tych mocy warzyw i innych proszków) i postanowiłam go od fufać (z tych paskudztw) i chciałam go przez sitko. Ale nie podstawiłam garnka pod spód. I.. zlew się najadł..
Może opowiem o nie swojej wpadce ale o zdolnościach kulinarnych mojej siostry. Gotowała zupę owocową na kosciach
Szwagier stwierdził , że i owszem dobra tylko skąd te oczka tłuszczu na powierzchni pływają.
Do moich wpadek mogę się zaliczyć to jak robiłem kiełbasę słoikową i przesadziłem z majerankiem. Lubię majeranek ale wtedy przesadziłem z ilością. Była bardzo gorzka. Myślałem że przyprawy nigdy dość. Cóż człowiek uczy się na błędach.
ugotowalem kiedys ryż w kisielu;d
Dużo eksperymentów z przesoleniem, albo ogólnie przedobrzeniem, czasem jakieś dziwne kształty wychodziły, szczególnie naleśników.
Ogólnie od gotowania trzymam się na bezpieczną odległość, jak muszę coś sobie zrobić to zwykle jest to albo jajecznica, kanapki albo zupki chińskie.
Najlepiej z wszystkich moich znajomych robię potrawy z jajkami. Sadzone, omlet.. bardzo dobre. Mam tylko problem z jajecznicą. Kiedyś próbowałem robić właśnie ów jajecznicę, oczywiście mi się skawaliła jak zwykle, ale nieważne. Gdy zdjąłem jajecznicę z patelni na talerzyk nie zgasiłem ognia i pozostały kawałek z jajecznicy odskoczył i spadł mi prosto na rękę. Trzymałem w tym czasie gorącą patelnie, na skórze przypieka mi się jajecznica. Nie ciekawie. Do dzisiaj mam ślad.
Ja gotowałem kotu mleczko....3 godziny, bo zapomniałęm o nim i wyleciałem na dwór
W życiu nie widziałem bardziej czarnego mleka
A tak przeważnie wszystko przepalam, "wykipuje" a jedyna potrawa jaka mi wychodzi to zupka z torebki...
No cóz, jestem facetem 
Chodź jetstem facetem to muszę powiedzieć, że potrafię gotować
.
Gdy zaczynałem swoją przygodę w kuchni to pamiętam, ze kiedyś niedość , że przesoliłem ryż to jeszcze go przypaliłem. Ogólnie rzecz biorac to aktualnie nie mam problemów w kuchni i potrafie zroić coś z niczego
.
Pozdrawiam
Zostawiłem mleko pod gazem na 1H, garnka do tej pory nie da się wyczyścić...
Wczoraj do mnie wpadł kumpel na weekend, jako, że u mnie śniadanie i kolacja z reguły tak samo wyglądają, zgodnie z rytuałem, ugotowałem parówki. Problem w tym, że pieczywa brakło. Postanowiliśmy wpaść do Stokrotki, bo o 20:10 żadna piekarnia w okolicy otwarta nie jest. Po półgodzinnym staniu w kolejce (dwukrotnym, bo za pierwszym razem okazało się, że chleb tostowy który chcieliśmy kupić nie jest w bazie produktów-zorientowali się po 10 minutach stania pod ladą) wróciłem do domu i zobaczyłem... smażone parówki. Moja półinteligentna siostra nie zauważyła, że w tym samym pokoju (mam połączony salon z kuchnią), co ona ogląda swoje badziewne filmy, cokolwiek się gotuje. Cieszę się, że szorować nie musiałem, bo by mnie szlag trafił... ;d
Witam !
Hmmm ja miałem kiedyś ochotę po eksperymentować przy jajecznicy więc dodałem trochę musztardy na patelnię.Dymu miałem w domu więcej niż w nie jednym dobrym klubie
A co wyszło z jajecznicy wolę nie wspominać 
Kiedyś chciałem sobie coś kulturalnie wszamać, tyle że goście byli w salonie wiec nie chciałem hałasować w kuchni. Wziąłem nóż i chcąc ukroić sobie jedną kromkę chleba, obróciłem się, gdyż kot hałasował... Gdy odwróciłem głowę z powrotem zobaczyłem naciętego kciuka, który zakrwawił cały chleb... jednym słowem trzeba mieć szczęście 
Kiedyś znajomy podpowiedzial mi ze smaczny jest popcorn z mikrofali. Nie powiedzial oczywiscie, ze kupuje sie specjalny w torebkach. Ja głupi wsadziłem tależ a na nim wysypałem popcorn. Jak sami sie domyslacie efekt nie był najlepszy.
Prawdopodobnie największą wpadką byłoby wejście jej ojca i zastania was na stole
Hmm moja największa wpadka to zostawianie burdelu [i braku chęci zmywania] po moim gotowaniu
Choć, przynajmniej co nieco ugotować umiem 
Kiedyś, kiedy jeszcze miałam dużo entuzjazmu i chęci do robienia czegokolwiek, zamarzyłam sobie upiec sernik. Ale nie taki na zimno, bo to każdy potrafi, tylko taki prawdziwy rasowy sernik, jak od babci. O dziwo nawet nic nie schrzaniłam po drodze, serniczek już siedział w piekarniku, kiedy nagle przeczytałam, że najlepiej go przykryć papierem do pieczenia, zeby się nie przypalił. Niestety pomimo tego, że jestem z polibudy [
] nie wpadłam na to, że piekarnik rozgrzany do 200 stopni + świezy tlen + papier, o o temperaturze zapłonu 170 = tragedia. W efekcie następną godzinę próbowałam zagasić ten cholerny piekarnik i sprzątałam resztki spopielonego papieru, które rozsypały się po całej kuchni. Serniczek mi się co prawda nie przypalił, był za to cały wybrudzony popiołem ale moi wspaniali bracia na szczęście są wszystkożerni 
w wieku 8 lat chcąc sobie zrobic zupe mleczną odkryłem ze nie ma mleka... inteligentne gdziecko, niezrazone przeciwnosciami losu czekoladowego nesquik'a zalało coca-colą...
zaręczam, nie próbujcie tego powtarzać...
Jeszcze świeżutki "skwar" z dzisiejszego dnia. Mój kot Ferdek z rana i wieczorem zajada się gotowanym filetem z mintaja. Jak zwykle gdy zbliza się 20 on już się o rybkę dopomina (kotci arystokrata
) więc wstawiłem ją na ogień...a przypomniałem o niej sobie dopiero po 21...
Cała woda wyparowała, kuchnia zadymiona, zaś zryby zrobiło się "coś" co po pierwsze brzydko pachniue, a po drugie już chyba nie nadaje się do jedzenia
.
No cóż, pora kupić sobie nakręcany minutkic, może wtedy nie zapomnę, że coś stoi na kuchni 
Co do wypadków kuchennych to nie raz mi się zdarzył jakiś, ale ten co tutaj opiszę był najlepszy, mianowicie chciałem upiec jakieś ciasto na dzień matki zanim moja mama wróci z pracy i zrobić jej niespodziankę jak wróci z pracy, ulepiłem ciasto itd. włożyłem do piekarnika no i poszedłem na chwilę odpocząć i jak się możecie zapewne co niektórzy domyśleć zasnąłem...
Po kilku godzinach moja mama wróciła do domu i do mnie z krzykiem, że w kuchni jest pełno dymu, bała się tam wejść bo myślała, że w kuchni się coś się pali... No i moja niespodzianka niestety nie wypaliła, za to się spaliła 
Będac na działce w mierzwicach w domku mojego kolegi posłodziłem herbate mojej kolezance... solą 
Ostatnio robiłem sobię zapiekanki na patelni na "za-dużym" ogniu - a, że grałem akurat w jakąś grę zostawiłem je na troszkę dłużej. Jednak z powodu braku alternatywy (i lenistwa - nie chcialo mi się skoczyc do sklepu) zjadłem te zapiekanki.
Raz też miałem gotować sobie mleko w jakimś garnku, więc postawiłem garnek na kuchence, odpaliłem gaz i poszedłem po mleko. Tego jednak nie było, więc wróciłem do komputera. Po chwili poczułem jakiś dziwny zapach dobiegający z kuchnii - garnek nie nadawał się już do ponownego użytku ;p
Spaliłem 2 czajniki, Garnek, no i patelnia xD 