Milosc to tyle radosci, a takze tyle bolu.... Gdy sie jest samemu czlowiek czuje sie samotny, jest mu zle i przez to w jakis sposob cierpi, lecz gdy jest zakochany czuje sie wspaniale, wie ze jest ktos do kogo moze sie przytulic powiedziec o wszystkim lecz milosc potrafi zranic czlowieka bardziej niz tesknota i samotnosc... Trafia w czlowieka jak kula ktora uderza z maksymalna radoscia a takze z maksymalnym bolem... Dlaczego milosc jest tak radosna i bolesna, dlaczego czlowiek musi cierpiec aby byc szczesliwym i na odwrot...
Last edited by Nolt on Wed Mar 14, 2007 12:16 am; edited 1 time in total
Co prawda dawno mnie tu nie było ale zdaje mi się że taki temat już widniał na tym forum i chyba nawet się w nim wypowiadałem...... jeśli się mylę to proszę moda o usunięcie mojego posta......
miłość to wielkie uczucie ... jesli cos bardzo boli to znaczy ze bardzo sie kocha
zawsze najbardziej rani osoba ktora najbardziej kochamy ponieważ zależy nam na pozytywnych uczuciach z jej strony i jesli tego nie dostajemy czujemy smutek, bol, cierpimy ... tak samo jest z przyjacielem, nawet najgorszy wrog nie jest w stanie zranic cie tak jak moze to uczynic prawdziwy przyjaciel, wtedy takie rany bardzo bola i dlugo sie je leczy i trudno jest wybaczyc. najlepiej jest sie nie zakochiwac chociaz wiele sie traci
bliskosc drugiej osoby jest bardzo wazna ale cos za cos niestety takie jest zycie
trzeba wiedziec gdzie lokowac uczucia i najwazniejsze zeby nie robic tego w moment tylko dobrze przemyslec co sie robi, wtedy szansa zranienia zmniejsza sie i mozemy cieszyc sie miloscia bliskiej osoby 
no coz, nikt nie mowil ze zycie jest proste, latwe czy przyjemne... milosc jest jednym z najbardziej zlozonych uczuc jakie mozemy odczuwac. zawiera w sobie tak naprawde wszystkie odczucia jakich mozemy doznac...
ale bedac zakochanym nie koniecznie jest tak pieknie, duzo osob potrafi sie wtedy dziwnie zachowywac, ranic innych swoim zachowaniem, czy tez nie widziec tego ze jestesmy oszukiwani...
| Nolt wrote: |
| Milosc to tyle radosci, a takze tyle bolu.... |
Zgadza się, można również w miejsce "miłość" wstawić słowo "życie" bo miłości nie ma beżżycie i ice wersal .
Ona jest w Chorzowie. Ja jestem w Warszawie. Widziałyśmy się we wrześniu. Potem pod koniec października i na początku listopada. Potem dopiero na święta. Teraz następny raz w lutym (już odliczam dni), potem w kwietniu itd..
Nie wyobrażacie sobie jak to jest. To dopiero jest ból mieszający się z miłością. Całkowicie mi to do mózgu dochodzi. Naprawdę. Chce się do Niej przytulić i wiem, że nie mogę. To zabija mnie powoli. A nie chce rezygnować, bo wiem, że Ją strasznie kocham i że jeśli sobie odpuszczę, to będzie jeszcze gorzej 
bol jest zawsze, ale pozniej czas jak zwykle leczy rany, zalezy jeszcze kto i jak bardzo jest uczuciowy jedna osoba przezyje to bardziej druga gorzej...
ps: mtx jestes less ?
heh
Last edited by Nolt on Wed Mar 14, 2007 12:16 am; edited 1 time in total
Hm, znowu temat mocno filozoficzny. To co napisał autor topic'a, bardzo prawdziwe. Co w takim razie robić? Wiedząc, że nawet jakie się znajdzie kogoś to i tak po jakimś czasie to runie i zrani? Niektórzy sie odłączają od takiego systemu, bo po co cierpieć? A samotność to rzecz całkiem względna, niektórym nie daje spać, innym nie przeszkadza zbytnio. Ja z tego widze tylko dwa wyjścia, albo cały czas być w cyklu, przeżywać miłości a potem zostać zranionym, albo z niego wyjść i nie ranić się, ale i czuć tego czegoś. Owszem, może znajdzie się w końcu osoba taka, z którą posiedzi sie do końca życia, ale szansa na to... =/.
Ja narazie jestem pomiędzy. Niewiem, może posiedze i sie pobawie, może nie i się zajmę czymś produktywnym.
jasne mozna byc samemu, ale ta samotnosc wreszcie dobija czlowieka tak czy inaczej, moze inni jakos nie odczuwaja tego i nie potrzebuja kogos bliskiego, lecz inni chca czegos, chca czuc sie moze potrzebni...
Milosc jest jak tsunami, uderza z niewiarygodna sila i uczuciem i zostawia cie z bolesnym zniszczeniem.
no wiec chcialbym do tego tematu zacytowac wam slowa piosenki Audioslave-one and the same
| Quote: |
Well they don't hate you, you know they love you
But they're gonna come kill you
They don't mean you any harm
It's just what they do
Could be you're mother
Could be you're father
Or you're best friend in the world
But just like blood and rain, love and pain are one and the same (One and the same)
Just like blood and rain, love and pain are one and the same (One and the same)
Yeah, yeah, yeah
You wear a mask with a target
Keep you're enemies closer
You fall in love from a great height, now the easy part's over
Choose you're battles, not you're soldiers
You know they'll show their colors
But just like blood and rain, love and pain are one and the same (One and the same)
Just like blood and rain, love and pain are one and the same (One and the same)
Hey! Hey! Hey! Hey!
Just like blood and rain, love and pain are one and the same
Just like blood and rain, love and pain are one and the same (One and the same)
Just like blood and rain, love and pain are one and the same (One and the same)
Just like blood and rain, love and pain are one and the same (One and the same)
Hey, hey, hey, hey! Hey, hey, hey, hey! Hey, hey, hey, hey! Hey, hey, hey, hey! |
wiecie... zanim miałem pierwszą dziewczynę nie odczuwałem takiej potrzeby bycia z kimś jak teraz... kiedys tam rzuciła mnie dziewczyna.. a ja nie wiem.. zamarłem... nie wiem co sie ze mna stalo.. w kazdym razie od tamtej pory mniej radosci... niby chcialbym miec jakas dziewczyne ale tez sie boje ja miec... a pozatym... trudno spotkac jakas warta zainteresowania... ehh... trudny i bolesny temat.. wiec lepiej koncze.. :]
Ja zawsze mam ten problem że poznam fajną dziewczynę, ale ona nie chce być ze mną. Więc już wiele bólu przeżyłem przez głupie uczucie miłość. Nigdy nie byłem z dziewczyną dłużej niż tydzień, nie z mojej winy, no ale to co...

No tak.. jak chodzicie tydzień, to wielka miłość..
a u mnie był Misiu od czwartu wieczorem do dziś wieczór.. a teraz.. jest tak pusto. bardzo pusto i smutno