Wracam wczoraj autem do domu (mieszkam w bloku na osiedlu), podjezdzam pod blok, tam miejsca na 2 samochody (parkujace rownolegle do chodnika). No to ja nawrot, ale w miedzyczasie, wjechala tam kobitka swoja skoda. No myslalem, ze mnie krew zaleje, jak stanela tak, ze zajela obydwa miejsca. (post mial sie nazywac nawet "parkowanie - ach te wspaniale kobiety").
No nic - mysle - nie umie jezdzic, boi sie, ze nie wyjedzie - odpuscilem, zaparkowalem gdzie indziej.
Za godzine znowu wracalem do domu i sytuacja taka sama - w tym samym miejscu, tylko tym razem facet zaparkowal takie male autko dostawcze, tak, zeby przypadkiem sie juz nikt inny nie zmiescil. Autko stalo tak cala noc.
Niewiele mnie rzeczy wkurza, ale taka bezmyslnosc to mnie prawie z rownowagi wyprowadza.
No nic - mysle - nie umie jezdzic, boi sie, ze nie wyjedzie - odpuscilem, zaparkowalem gdzie indziej.
Za godzine znowu wracalem do domu i sytuacja taka sama - w tym samym miejscu, tylko tym razem facet zaparkowal takie male autko dostawcze, tak, zeby przypadkiem sie juz nikt inny nie zmiescil. Autko stalo tak cala noc.
Niewiele mnie rzeczy wkurza, ale taka bezmyslnosc to mnie prawie z rownowagi wyprowadza.
