serwismix
Oto moj arecenzja San Andreas. Proszę o ocenę, gdyż ma się ona znaleźć na mojej stronie. Z góry dzięki
Wielkiej rozróby ciąg dalszy
Jak zwykle, zanim pojadę do miasta, przygotowałem swoją furę. Umyłem zęby i ruszyłem w centrum. Noc była. Uliczne lampy rozświetlały moją maszynę. Autko tak lśniło, że oślepiało swoim blaskiem przechodniów. No i tak się złożyło, że trafiłem na nierozumiących żartu ludzi. Kaptury na głowach, w ręce niemałych rozmiarów kij oraz wstrętne i ponure gęby. Z racji tego, iż jestem porządnym obywatelem tego niemniej porządnego miasta, z początku nieskojarzyłem owych kolesi. Mijam ich powoli, patrzę do lusterka, a oni (niestety) biegną za mną. Spojrzałem (niechętnie) prawdzie w oczy i zrozumiałem w końcu, że zadarłem z Gangsterską Agencją Nocnych Gówniarzy, w skrócie GANG...
Tak to mniej więcej wyglądało w moim przypadku, gdy zagrałem w wersję na PS2. No, może poza umyciem zębów.
I pierwsze wrażenie było naprawdę bardzo dobre, o czym posiadacz PS2 już się przekonał lub dopiero się przekona. Niech mnie nikt nie posądza o to, że stałem się wielbicielem konsoli, bo tak nie jest. Dalej jestem wierny mojemu blaszakowi, a w San Andreas na Play'a 2 zagrałem tylko dlatego, aby dowiedzieć się czegoś więcej oraz żeby o tym coś sensownego napisać.
Charakterystyczny klimat od razu stał się odczuwalny. Gangi ( wspomniałem już wcześniej:)), latynosi i ich low-ridery, i wiele innych cudów, o których piszę dalej, to wszystko jest w San Andreas na PS2. Bo na PC-ty nowe GTA i tak będzie lepsze (lepsza grafa, mniej bugów, itp.) Jednak dosyć tych smutków, pora przejść do świata gry. Oto informacje, jakie zebrałem o GTA: San Andreas na podstawie różnych informacji z sieci i grania na konsoli. Dużo więcej napiszę po premierze gry. Ale się będzie działo!
Na początku był scenariusz...
Carl Johnson - osoba, którą zapamiętasz na długo. Dlaczego? Bo to właśnie w niego wcielisz się na początku gry i poprowadzisz go do opanowania całego San Andreas. Carl Johnson (CJ) wraca po pięciu latach nieobecności do domu. Okazuje się, że jego matka została zamordowana, a reszta rodziny się rozbiła. Dlatego musi wszystkich pozbierać do kupy. I jakby tego wszystkiego było mało, CJ trafia w ręce dwóch gliniarzy - Eddiego Polaskiego i Franka Tenpenny'ego - którzy wrabiają go w morderstwo policjanta. Tak zaczyna się San Andreas. Bez wątpienia jest to najsłabsza część scenariusza (wszystko dzieje się w ciągu kilku minut), jednak w miarę rozwoju akcji wszystko staje się coraz bardzej interesujące. W końcu dowiadujemy się wszystkiego, co na początku było dla nas niejasne. Cały scenariusz jest świetny i na pewno najlepszy z całej serii.
Big city, my Friend...
Where I am? chciałoby się zapytać przechodzącego koło nas czarnucha. I owszem. Z początku bowiem trudno się połapać, gdzie my jesteśmy. I na opanowanie całego miasta potrzeba trochę czasu (chyba, że jesteś zdolniejszy ode mnie. Wtedy pójdzie ci szybciej:P). Obszar naszych zmagań jest 6x większy od tego znanego nam z Vice City. Miasto jest przeogromne, a tereny pozamiejskie bardzo urozmaicone.
San Andreas podzielone jest na cztery różne obszary - miasta: Los Santos (inspirowane na Los Angeles), San Fierro (wzorowane na San Francisco) oraz Las Venturas (stolica hazardu, rzeczywiste Las Vegas). Czwarty obszar to tereny między poszczególnymi miastami (mniejsze miasteczka, lasy, pustkowia itp.). Każdy z tych obszarów nie tylko wygląda inaczej, ale również ma inną pogodę, zamieszkują go różni ludzie oraz jest mniej lub bardziej niebezpieczny.
Wszystkie obszary są połączone autostradami i innymi - mniej ważnymi - drogami i dróżkami. Oczywiście najbardziej imponujące pod względem ilości są autostrady. W grze jest ich bardzo wiele, dlatego najczęściej będziemy z nich korzystać. Jest to najszybszy sposób na pokonywanie długich odcinków, szczególnie, gdy przyjdzie nam jechać z jednego końca mapy na drugi, w dodatku na czas. Całe San Andreas jest bardzo zróżnicowane. I to dużo bardziej od swoich dwóch ostatnich poprzedników. Najnowsza produkcja Rockstar North® pozwala na eksplorację praktycznie wszystkiego, co przyjdzie nam na myśl. Możemy przespacerować się przez las, pojechać na pustkowie, by odpocząć od miejskiego hałasu, a nawet zrobić sobie długą wycieczkę wspomnianymi wcześniej autostradami. To tylko niektóre sposoby dokładnego zapoznania się z mapą. Więcej w dalszej części artykułu.
cRPG...........cRPG?!
Pora coś przekąsić. Nie, dosyć tego obżerania! Lepiej pójść trochę poćwiczyć. Bo nikt nie będzie się bał jakiegoś grubasa. A ja chcę wzbudzać strach!
I tu kolejne zaskoczenie. San Andreas pod względem możliwości jest zadziwiające na każdym kroku. Teraz będziemy musieli naszego bohatera odżywiać, chodzić na randki, a nawet dbać o jego kondycję. Nowością w grze są rowery, które będą szczególnie przydatne na szybkie dotarcie w niezbyt oddalone miejsce. Posłużą nam również jako przyrząd do zrzucenia zbędnych kilogramów. Jeśli natomiast zapragniemy dostać się do drugiego miasta wpław, również się zdziwimy. CJ posiadł dwie nowe umiejętności, nieznane w GTA: III i Vice City, a mianowicie nauczył się pływać oraz strzelać z dwóch pistoletów jednocześnie. Wracając do sprawy jedzenia. Twórcy i tu nie zawiedli. W grze wykorzystany jest wspaniały program, odpowiedzialny za wygląd naszego towarzysza. Jeśli CJ będzie codziennie pożerał hot-dogi i pączki, a w dodatku niezbyt chętnie chodził na siłownię, Będzie wyglądał jak kula bilardowa. Natomiast jeśli będziemy dbać o to, co spożywa i regularnie chodzić z nim na siłownię, ani się nie spostrzerzemy, a na jego ciele pojawią się kaloryfery. Carl zyska wówczas większy szacunek wśród swoich sąsiadów oraz będzie bardziej niezawodny w różnego rodzaju akcjach. Trzeba będzie również zadbać o odpowiednią fryzurę, idąc do fryzjera. Tak, to również jest możliwe w najnowszej produkcji Rockstara. Kolejną nowinką jest to, że będziemy mogli na ciele Carla zrobić unikatowy tatuaż, a nawet więcej, niż jeden tatuaż. A jeżeli planujemy wypad do sąsiedniej dzielnicy, lepiej ubrać się odpowiednio, ponieważ niektórym gangom może nie podobać się nasze odzienie. A lepiej się nie wdawać w żadną wymianę ognia, bo walka jeden na kilkunastu po prostu nie może się dla CJa dobrze skończyć.
Tak, jak już wcześniej wpominałem, całe San Andreas pozwala na bardzo dokładne zapoznanie się z wieloma budynkami. Dzięki temu odkrycie wszystkich pomieszczeń będzie trwało dosyć długo, więc gra się szybko nie znudzi, co nie znaczy, że nie będzie to nużące. Od teraz Cj będzie mógł samodzielnie zaplanować kradzież, rabunek, czy jakby tego nie nazwać. Jest to pomysł zaczerpnięty z gry Sting. Musimy dokładnie zaplanować każdy punkt naszego działania oraz wybrać miejsce napadu. Może się zdarzyć, że mimo tego, iż dobrze zaplanowaliśmy całą akcję, w domu ktoś będzie. Twórcy zapewniają, że reakcje domowników będą bardzo różnorodne. Jedni zaczną uciekać, inni będą próbować ci przeszkodzić, próbując cię na przykład zaatakować lub dzwoniąc na policję. Jeśli będziemy chcieli okraść przechodniów (tak, to też będzie możliwe!), również dobrze musimy to zaplanować. Oczywiście nie tak dokładnie, jak napad na dom, ale lepiej nie wpaść w łapy policjantów.
Kolejną ciekawą nowinką jest to, że będziemy mogli tworzyć nasz własny gang, którego członkowie wspomogą nas w walce. Będzie można zabierać ich do samochodu i grupowo ruszyć do podboku miasta. W niektórych misjach my możemy spokojnie prowadzić autko, a nasi kompani zajmą się resztą, tzn. strzelaniem do każdego napotkanego wroga. Dzięki temu możemy sobie pozwolić na odrobinę lenistwa. Miejmy nadzieję, że AI komputerowych graczy będzie dość przyzwoite i towarzysze nie będą ginąć w śmiesznych sytuacjach. To są właśnie naważniejsze możliwości i innowacje, jakie posiada najnowsza produkcja Rockstar North. Poza tym możemy oczywiście bez powodu zabijać przechodniów, okradać sklepy, wkurzać policję, kraść samochody...Tyle, że nie zostaniemy po tym bezkarni. Tych możliwości w poprzednich wersjach GTA było bardzo dużo. Teraz doszło ich również wiele. Więc jakim słowem określić wszystkie razem? Ogrom. To mnie po prostu przerasta.
Czym nowym nacieszymy oczy?
Wydaje mi się, że jest to oczywiste dla każdego. Ale dobra, przypomnę pewne fakty. Chodzi o środki transportu. Wiadomo, w poprzednich GTA (III i Vice City) było ich bardzo dużo. Ale w San Andreas jest ich jeszcze więcej! Od wspomnianych wcześniej rowerów, poprzez różnorodne modele samochodów, ciężarówek, motorów, kończąc na motorówkach, helikopterach i samolotach. Nowością są oczywiście rowery, których wcześniej nie było. Ujrzymy również charakterystyczne dla gry low-ridery, czyli samochody z obniżanym, hydraulicznym zawieszeniem. CJ również może mieć swojego własnego low-ridera, chyba, że sobie "pożyczy" od "kumpla". Nowością będzie również to, że będziemy mogli lecieć samolotem z jednego miasta do drugiego. Taki środek transportu jest niekiedy bardzo przydatny.
Jeżdżąc samochodem po mieście, ujrzymy wiele ciekawych obiektów. Ogromne biurowce, domy, wille, jak również mosty i inne cudeńka. W San Andreas jest tego cała masa. Poza efektownymi budowlami ujrzymy również roślinność. Tutaj graficy też nie zawiedli. Natura w grze wygląda doprawdy świetnie. Podczas spaceru lub przejażdżki po mieście, ujrzymy ludzi rozmawiających ze sobą, wracających akurat z pracy, aktualnie pracujących, itp. Wszystko to sprawia, że czujemy się w grze jak w prawdziwym życiu. Niektórzy, po pewnym czasie spędzonym z grą, zaczną robić to samo w realnym świecie, np. robić grafy na murach.
Czy lepiej?
Grafika jest znacznie lepsza, niż w GTA: III i Vice City. Silnik graficzny podrasowano do granic możliwości. Dodano również efekty atmosferyczne, które wyglądają wspaniale. Postaci w grze wyglądają lepiej, to samo tyczy się samochodów. Więcej szczególów oraz kapitalny efekt odbicia światła od lakieru dodaje grze uroku. Również wszystkie budynki wyglądają bardzo dobrze. Jednak zbytnich rewolucji w grafice nie można się było spodziewać, ponieważ San Andreas stworzone zostało na silniku z III i Vice City. Mimo tego grafika stoi na dobrym poziomie.
Ścieżka dźwiękowa, tradycyjnie, jest wzorowa. Niczego nie można się przyczepić. Odgłosy ulicy, muzyka płynąca z radia - wszystko jest takie, jak ma być. Stacje najczęściej mają charakter hip-hopowy. Gangsta-rap króluje w tych czasach wśród czarnych obywateli.
Grand Theft Auto: San Andreas to niewątpliwie gra o ogromnej grywalności, świetnej ścieżce dźwiękowej oraz dobrej grafice. Masa dodatków, misji pobocznych oraz wiele innych smaczków, jak również misje główne - to wszystko czyni jedną z największych zalet San Andreas. Niestety, na pecetach ujrzymy ją dopiero 10 czerwca. Ale, jak nadejdzie ten dzień, to nawet nie chcę myśleć, co się będzie działo. W internecie znajdzie się ogromna ilość recenzji, poradników, pisma komputerowe oszaleją. Słowem - świat zwariuje.
Wielkiej rozróby ciąg dalszy
Jak zwykle, zanim pojadę do miasta, przygotowałem swoją furę. Umyłem zęby i ruszyłem w centrum. Noc była. Uliczne lampy rozświetlały moją maszynę. Autko tak lśniło, że oślepiało swoim blaskiem przechodniów. No i tak się złożyło, że trafiłem na nierozumiących żartu ludzi. Kaptury na głowach, w ręce niemałych rozmiarów kij oraz wstrętne i ponure gęby. Z racji tego, iż jestem porządnym obywatelem tego niemniej porządnego miasta, z początku nieskojarzyłem owych kolesi. Mijam ich powoli, patrzę do lusterka, a oni (niestety) biegną za mną. Spojrzałem (niechętnie) prawdzie w oczy i zrozumiałem w końcu, że zadarłem z Gangsterską Agencją Nocnych Gówniarzy, w skrócie GANG...
Tak to mniej więcej wyglądało w moim przypadku, gdy zagrałem w wersję na PS2. No, może poza umyciem zębów.
Charakterystyczny klimat od razu stał się odczuwalny. Gangi ( wspomniałem już wcześniej:)), latynosi i ich low-ridery, i wiele innych cudów, o których piszę dalej, to wszystko jest w San Andreas na PS2. Bo na PC-ty nowe GTA i tak będzie lepsze (lepsza grafa, mniej bugów, itp.) Jednak dosyć tych smutków, pora przejść do świata gry. Oto informacje, jakie zebrałem o GTA: San Andreas na podstawie różnych informacji z sieci i grania na konsoli. Dużo więcej napiszę po premierze gry. Ale się będzie działo!
Na początku był scenariusz...
Carl Johnson - osoba, którą zapamiętasz na długo. Dlaczego? Bo to właśnie w niego wcielisz się na początku gry i poprowadzisz go do opanowania całego San Andreas. Carl Johnson (CJ) wraca po pięciu latach nieobecności do domu. Okazuje się, że jego matka została zamordowana, a reszta rodziny się rozbiła. Dlatego musi wszystkich pozbierać do kupy. I jakby tego wszystkiego było mało, CJ trafia w ręce dwóch gliniarzy - Eddiego Polaskiego i Franka Tenpenny'ego - którzy wrabiają go w morderstwo policjanta. Tak zaczyna się San Andreas. Bez wątpienia jest to najsłabsza część scenariusza (wszystko dzieje się w ciągu kilku minut), jednak w miarę rozwoju akcji wszystko staje się coraz bardzej interesujące. W końcu dowiadujemy się wszystkiego, co na początku było dla nas niejasne. Cały scenariusz jest świetny i na pewno najlepszy z całej serii.
Big city, my Friend...
Where I am? chciałoby się zapytać przechodzącego koło nas czarnucha. I owszem. Z początku bowiem trudno się połapać, gdzie my jesteśmy. I na opanowanie całego miasta potrzeba trochę czasu (chyba, że jesteś zdolniejszy ode mnie. Wtedy pójdzie ci szybciej:P). Obszar naszych zmagań jest 6x większy od tego znanego nam z Vice City. Miasto jest przeogromne, a tereny pozamiejskie bardzo urozmaicone.
San Andreas podzielone jest na cztery różne obszary - miasta: Los Santos (inspirowane na Los Angeles), San Fierro (wzorowane na San Francisco) oraz Las Venturas (stolica hazardu, rzeczywiste Las Vegas). Czwarty obszar to tereny między poszczególnymi miastami (mniejsze miasteczka, lasy, pustkowia itp.). Każdy z tych obszarów nie tylko wygląda inaczej, ale również ma inną pogodę, zamieszkują go różni ludzie oraz jest mniej lub bardziej niebezpieczny.
Wszystkie obszary są połączone autostradami i innymi - mniej ważnymi - drogami i dróżkami. Oczywiście najbardziej imponujące pod względem ilości są autostrady. W grze jest ich bardzo wiele, dlatego najczęściej będziemy z nich korzystać. Jest to najszybszy sposób na pokonywanie długich odcinków, szczególnie, gdy przyjdzie nam jechać z jednego końca mapy na drugi, w dodatku na czas. Całe San Andreas jest bardzo zróżnicowane. I to dużo bardziej od swoich dwóch ostatnich poprzedników. Najnowsza produkcja Rockstar North® pozwala na eksplorację praktycznie wszystkiego, co przyjdzie nam na myśl. Możemy przespacerować się przez las, pojechać na pustkowie, by odpocząć od miejskiego hałasu, a nawet zrobić sobie długą wycieczkę wspomnianymi wcześniej autostradami. To tylko niektóre sposoby dokładnego zapoznania się z mapą. Więcej w dalszej części artykułu.
cRPG...........cRPG?!
Pora coś przekąsić. Nie, dosyć tego obżerania! Lepiej pójść trochę poćwiczyć. Bo nikt nie będzie się bał jakiegoś grubasa. A ja chcę wzbudzać strach!
I tu kolejne zaskoczenie. San Andreas pod względem możliwości jest zadziwiające na każdym kroku. Teraz będziemy musieli naszego bohatera odżywiać, chodzić na randki, a nawet dbać o jego kondycję. Nowością w grze są rowery, które będą szczególnie przydatne na szybkie dotarcie w niezbyt oddalone miejsce. Posłużą nam również jako przyrząd do zrzucenia zbędnych kilogramów. Jeśli natomiast zapragniemy dostać się do drugiego miasta wpław, również się zdziwimy. CJ posiadł dwie nowe umiejętności, nieznane w GTA: III i Vice City, a mianowicie nauczył się pływać oraz strzelać z dwóch pistoletów jednocześnie. Wracając do sprawy jedzenia. Twórcy i tu nie zawiedli. W grze wykorzystany jest wspaniały program, odpowiedzialny za wygląd naszego towarzysza. Jeśli CJ będzie codziennie pożerał hot-dogi i pączki, a w dodatku niezbyt chętnie chodził na siłownię, Będzie wyglądał jak kula bilardowa. Natomiast jeśli będziemy dbać o to, co spożywa i regularnie chodzić z nim na siłownię, ani się nie spostrzerzemy, a na jego ciele pojawią się kaloryfery. Carl zyska wówczas większy szacunek wśród swoich sąsiadów oraz będzie bardziej niezawodny w różnego rodzaju akcjach. Trzeba będzie również zadbać o odpowiednią fryzurę, idąc do fryzjera. Tak, to również jest możliwe w najnowszej produkcji Rockstara. Kolejną nowinką jest to, że będziemy mogli na ciele Carla zrobić unikatowy tatuaż, a nawet więcej, niż jeden tatuaż. A jeżeli planujemy wypad do sąsiedniej dzielnicy, lepiej ubrać się odpowiednio, ponieważ niektórym gangom może nie podobać się nasze odzienie. A lepiej się nie wdawać w żadną wymianę ognia, bo walka jeden na kilkunastu po prostu nie może się dla CJa dobrze skończyć.
Tak, jak już wcześniej wpominałem, całe San Andreas pozwala na bardzo dokładne zapoznanie się z wieloma budynkami. Dzięki temu odkrycie wszystkich pomieszczeń będzie trwało dosyć długo, więc gra się szybko nie znudzi, co nie znaczy, że nie będzie to nużące. Od teraz Cj będzie mógł samodzielnie zaplanować kradzież, rabunek, czy jakby tego nie nazwać. Jest to pomysł zaczerpnięty z gry Sting. Musimy dokładnie zaplanować każdy punkt naszego działania oraz wybrać miejsce napadu. Może się zdarzyć, że mimo tego, iż dobrze zaplanowaliśmy całą akcję, w domu ktoś będzie. Twórcy zapewniają, że reakcje domowników będą bardzo różnorodne. Jedni zaczną uciekać, inni będą próbować ci przeszkodzić, próbując cię na przykład zaatakować lub dzwoniąc na policję. Jeśli będziemy chcieli okraść przechodniów (tak, to też będzie możliwe!), również dobrze musimy to zaplanować. Oczywiście nie tak dokładnie, jak napad na dom, ale lepiej nie wpaść w łapy policjantów.
Kolejną ciekawą nowinką jest to, że będziemy mogli tworzyć nasz własny gang, którego członkowie wspomogą nas w walce. Będzie można zabierać ich do samochodu i grupowo ruszyć do podboku miasta. W niektórych misjach my możemy spokojnie prowadzić autko, a nasi kompani zajmą się resztą, tzn. strzelaniem do każdego napotkanego wroga. Dzięki temu możemy sobie pozwolić na odrobinę lenistwa. Miejmy nadzieję, że AI komputerowych graczy będzie dość przyzwoite i towarzysze nie będą ginąć w śmiesznych sytuacjach. To są właśnie naważniejsze możliwości i innowacje, jakie posiada najnowsza produkcja Rockstar North. Poza tym możemy oczywiście bez powodu zabijać przechodniów, okradać sklepy, wkurzać policję, kraść samochody...Tyle, że nie zostaniemy po tym bezkarni. Tych możliwości w poprzednich wersjach GTA było bardzo dużo. Teraz doszło ich również wiele. Więc jakim słowem określić wszystkie razem? Ogrom. To mnie po prostu przerasta.
Czym nowym nacieszymy oczy?
Wydaje mi się, że jest to oczywiste dla każdego. Ale dobra, przypomnę pewne fakty. Chodzi o środki transportu. Wiadomo, w poprzednich GTA (III i Vice City) było ich bardzo dużo. Ale w San Andreas jest ich jeszcze więcej! Od wspomnianych wcześniej rowerów, poprzez różnorodne modele samochodów, ciężarówek, motorów, kończąc na motorówkach, helikopterach i samolotach. Nowością są oczywiście rowery, których wcześniej nie było. Ujrzymy również charakterystyczne dla gry low-ridery, czyli samochody z obniżanym, hydraulicznym zawieszeniem. CJ również może mieć swojego własnego low-ridera, chyba, że sobie "pożyczy" od "kumpla". Nowością będzie również to, że będziemy mogli lecieć samolotem z jednego miasta do drugiego. Taki środek transportu jest niekiedy bardzo przydatny.
Jeżdżąc samochodem po mieście, ujrzymy wiele ciekawych obiektów. Ogromne biurowce, domy, wille, jak również mosty i inne cudeńka. W San Andreas jest tego cała masa. Poza efektownymi budowlami ujrzymy również roślinność. Tutaj graficy też nie zawiedli. Natura w grze wygląda doprawdy świetnie. Podczas spaceru lub przejażdżki po mieście, ujrzymy ludzi rozmawiających ze sobą, wracających akurat z pracy, aktualnie pracujących, itp. Wszystko to sprawia, że czujemy się w grze jak w prawdziwym życiu. Niektórzy, po pewnym czasie spędzonym z grą, zaczną robić to samo w realnym świecie, np. robić grafy na murach.
Czy lepiej?
Grafika jest znacznie lepsza, niż w GTA: III i Vice City. Silnik graficzny podrasowano do granic możliwości. Dodano również efekty atmosferyczne, które wyglądają wspaniale. Postaci w grze wyglądają lepiej, to samo tyczy się samochodów. Więcej szczególów oraz kapitalny efekt odbicia światła od lakieru dodaje grze uroku. Również wszystkie budynki wyglądają bardzo dobrze. Jednak zbytnich rewolucji w grafice nie można się było spodziewać, ponieważ San Andreas stworzone zostało na silniku z III i Vice City. Mimo tego grafika stoi na dobrym poziomie.
Ścieżka dźwiękowa, tradycyjnie, jest wzorowa. Niczego nie można się przyczepić. Odgłosy ulicy, muzyka płynąca z radia - wszystko jest takie, jak ma być. Stacje najczęściej mają charakter hip-hopowy. Gangsta-rap króluje w tych czasach wśród czarnych obywateli.
Grand Theft Auto: San Andreas to niewątpliwie gra o ogromnej grywalności, świetnej ścieżce dźwiękowej oraz dobrej grafice. Masa dodatków, misji pobocznych oraz wiele innych smaczków, jak również misje główne - to wszystko czyni jedną z największych zalet San Andreas. Niestety, na pecetach ujrzymy ją dopiero 10 czerwca. Ale, jak nadejdzie ten dzień, to nawet nie chcę myśleć, co się będzie działo. W internecie znajdzie się ogromna ilość recenzji, poradników, pisma komputerowe oszaleją. Słowem - świat zwariuje.
