FRIHOSTFORUMSSEARCHFAQTOSBLOGSDIRECTORY
You are invited to Log in or Register a Frihost Account!

Dylematy egzystencjonalne

 


Nadin
Mdli was czasami na widok ludzi, życia etc tak jak Antoine
Roquetina?
I czy nie były to czasem oznaki zblazowania życiem? Neuroza nudy i
dobrobytu? Czy ten Sartre to czasem nie powinien się urodzić po raz
drugi np w Kambodży za karę zachowując swoja pamięć francuskiego
życia? Po to by zobaczyć co to znaczyło być Francuzem? I wpie...ć
rogaliki i pić kawusię i podrywać studentki?
Lubię książkę "Mdłości" za intuicyjność i prekursorstwo nie lubię
Sartra za jego dorobek tzw 'kieszonkowego intelektualisty'.

Pomijając same mdłości i modę na egzystencjalizm. Doznajecie tych
uczuć, które stały się początkiem wszelkiej filozofii? Miewacie
czasami Chwilowe Doznanie Dziwności Istnienia? Zmienna ogniskowa?
Lęki egzystencjalne. Rodzaj rozkołysania, innego spojrzenia?
Przetrącenia percepcji, przeczucia tajemnicy i ogromności lub
małości świata?
Osobiście doznawałam je w okresie dojrzewania i do 20-24 lat.
Teraz bardzo rzadko, a lubię te chwile kiedy jakby wszystko
spowalnia i...
I zdziwienie swoim istnieniem i co to znaczy być tu i teraz,
dlaczego teraz a nie 100 lat temu, w takim a nie innym ciele,
dokonując takich a nie innych czynności, wyborów. Być może takich
samych na co dzień. Ale co znaczyło gdzieś jechać, coś zobaczyć,
przeżyć, zachłysnąć się ,zapracować? Po to by znaleźć się w takiej
samej sytuacji z uczuciem powrotu do początku, do zwykłych czynności
w pogoni za tym samym co nas inspiruje i nakręca?
mtx
jestem romantykiem, więc "mędrca szkiełko i oko" to nie mój styl. Nie przepadam za egzystencjalizmem..
Sachi
@mtx: zdefiniuj romantyka Wink

@Nadin: Osobiscie moja natura jest bardzo "zemocjonalizowana", roztargniona, ekspresyjna i zmienna. Uczucia potrafią mnie porwać, pochłonąć w całości i... (nie tylko dlatego) myślę, że mam w sobie wiele z romantyka. Ba! Określiłabym tak siebie, gdyby nie post koleżanki powyżej... Wracając.

Znam to co czujesz Smile I lubię to. Bo odczuwam to jako piękne dziecięce doznanie świata. A doznaję tego także i teraz (mam 20 lat). Pomijając oczywiście znudzenie życiem i poczucie własnej "bezwartości", czego chyba każdy mniej lub bardziej, częściej lub rzadziej doznaje, reszta jest wspaniała.

Potrafię zachwycić się nowoodkrytym fragmentem ulicy, którą chodzę codziennie od 3 lat, tak jakbym nigdy nią nie chodziła.
Potrafię wpatrywać się w kwiaty, zastanawiając się nad tym, co by mi powiedziały, gdyby potrafiły mówić.
Potrafię spojrzeć lustro jak na obcego człowieka i zastanowić się "kim jestem?", "skąd się wzięłam?", "dokąd zmierzam?", "kim byłam w poprzednim wcieleniu?", "czy istnieje >>poprzednie wcielenie<<?", "ile we mnie Boga, a ile szatana?" etc.
Czasem siadam i czuję się wszystkim, sama dla siebie sterem, żeglarzem i okrętem, moim własnym światem (nie mylić z egoizmem czy narcyzmem), tak jakby świat był we mnie. Innym razem silnie uzmysławiam sobie poczucie własnej maleńkości i ograniczeń doznaniowych... Jestem daleka od wszystkiego co mnie otacza, inna.

Mini opowiadanie (jak się komuś chce czytać):
Kiedyś zawisłam w czasie (tak się czułam). Siedziałam na lekcji, z której pamiętam tylko but wiszący na drzewie za oknem, i... klik... jakby minęła chwila, a minęła cała lekcja, pożegnali mnie moi znajomi z klasy. Przyszła pora na zajęcia dodatkowe. Czułam wtedy jakby coś mnie gnębiło, coś mnie usilnie dręczyło, dobijało się do moich myśli, a ja rozmyślałam o tym, co to mogło być (nie było to nieprzyjemne uczucie, bardziej... zajmujące). Siedziałam, czasem wstawałam, żeby coś napisać na tablicy, przeglądałam książkę - pamiętam to jak przez mgłę. I wtedy wydarzyło się najważniejsze. Zobaczyłam obraz na ścianie w sali, w której miałam już zajęcia od 3 lat, ale wtedy, w tamtym momencie naprawdę go zobaczyłam, doświadczyłam go w całym swoim jestestwie i podświadomie wstałam z miejsca, przeszłam na koniec klasy, weszłam na ławkę i zaczęłam chłonąć go wzrokiem... Był smutny, rozmyty, ale w pewien sposób piękny. Dopiero nawoływania prowadzącej zmusiły mnie do oderwania od niego wzroku i wrócenia do reszty. Przez kolejną godzinę byłam w takim stanie, już podczas powrotu np. idąc i... po chwili zatrzymując się nad przydrożnym kamieniem... To było na swój sposób niesamowite wrażenie. Polecam Very Happy
mtx
romantyk to ktoś taki, kto się kieruje przede wszystkim uczuciami, a nie racjonalnością..
kubacz
taki emo troche. wolalby byc nieszczesliwy z ukochana, niz szczesliwy bez niej Very Happy
splitu007
Ten topic jest zabójczy Smile
Nie mam takich historii jak userzy powyżej, bo staram się balansować między romantyzmem a racjonalizmem. Powiem więcej, nawet staram się być bardziej racjonalny. Akurat przypomniało mi się małe powiedzonko (kto pamięta ten skojarzy). Dialog:
Alex: Myślisz że mam sumienie?
Violetta: Każdy ma...
Alex: Ja swoje wymieniłem na bardzo dobrą pamięć.
I bardziej wczuwam się w tą drugą osobę [alexa] Smile Cechuje mnie częsty sarkazm, cynizm, czasem chłodność całkowita. Ale w samotności lubię sobie tak porozmyślać o całym świecie (nie mylić z byciem chłodnym draniem na pokaz). Nie wierzę w boga, w posiadanie duszy, jedynie wierzę w przeznaczenie. Że tak było bo tak miało być i nic się nie dało zmienić. Że ta osoba i ta pojawiła się w tym i tym miejscu bo tak miało być. Bo tak wymyśliłem albo coś wykombinowałem bo tak miało być. Bo jestem na tym forum bo tak miało być Smile Bo piszę tego posta bo tak miało być XD. Ogólne na tym punkcie moja filozofia się zamyka, gdy dojadę do wniosku który przedstawiłem wyżej. Mnie jakiś obrazek nie rozczula i nie wyłącza tak żeby poświęcic wszystko i o nim pomyśleć. Tak samo jakiś kamyk albo jakieś drzewo, nie wzbudza we mnie odczucia jakiegoś piękna którego wcześniej nie widziałem.
abikor
Nie potrafię określić siebie ani jako romantyka, ani jako racjonalisty.
Gdy pracuję, staram się być precyzyjny, dokładny, opierający się na wiedzy, ale gdy oglądam filmy, kiedy spotykam się z innymi uczestnicząc w sytuacjach generujących uczucia, emocje bywają dominujące: empatia, miłość, gniew, smutek, radość - czyli raczej romantyk.
Nie można chyba jednoznacznie kogokolwiek klasyfikować jednoznacznie, ludzie raz kierują się uczuciem, a raz myślą "na chłodno". Wiele zależy od konkretnej sytuacji, okoliczności, nastawienia.
mtx
trudno być "zawsze" romantykiem czy "zawsze" racjonalistą, ale wiadomo, że chodzi o pewien dominant.

Wiem, że dziewczyna, która mi się nie podoba mnie nie kocha i raczej nie pokocha. Z racjonalnego punktu widzenia powinnam dać sobie z nią spokój. Ale z punktu widzenia romantyka - nadal się z nią spotykam, zajmuję itd..
Nolt
kubacz wrote:
taki emo troche. wolalby byc nieszczesliwy z ukochana, niz szczesliwy bez niej Very Happy


dobre ^^ hehehe
Sachi
mtx wrote:
romantyk to ktoś taki, kto się kieruje przede wszystkim uczuciami, a nie racjonalnością..


Nie zgadzam się zatem, by pierwiastek romantyzmu miał kolidować z egzystencjonalizmem. Można łączyć jedno i drugie. Oczywiście pomijam skrajności, ale skrajności wiele rzeczy wykluczają...

Osobiście też staram się działać w sposób racjonalny, ale duuuużooo łatwiej jest mi po prostu poddać się uczuciom. No i dużo przyjemniej Smile
Choć czasem też nie potrafię opanować przez to wybuchów złości, czy zazdrości, co już nie jest takie fajne ;/
(nie zmienia to jednak faktu, że dużo lepiej czuję się wyrzucając wszystko z siebie niż to tłumiąc)
Related topics
Reply to topic    Frihost Forum Index -> Language Forums -> Polish

FRIHOST HOME | FAQ | TOS | ABOUT US | CONTACT US | SITE MAP
© 2005-2007 Frihost, forums powered by phpBB.