FRIHOSTFORUMSSEARCHFAQTOSBLOGSDIRECTORY
You are invited to Log in or Register a Frihost Account!

Czy my Polacy jestesmy tolerancyjni?

 


Nadin
Rasizm-tolerancja. Proste zestawienie. Ale czym jest tolerancja?
Najczęściej obojętnością.
Polacy ze względu naa swoją etniczną jednolitość i życie w czasach
komuny mają dużą ciekawość Innego człowieka i mając za złe czasami
zbyt gorącej krwi krewkich dresiarzy pamietajmy o tym że
to 'nadmierne zainteresowanie' ma też drugą stronę t.j tolerancję
podszytą ciekawością, a nie obojętnością.
Być tolerancyjny w ten sposób, że nieinteresować się innością (a
nawet zainteresowanie odmiennością traktować jako 'rasizm') to dla
mnie jest zboczenie nadmiernej political correct,uprawianej przez
ludzi którzy może rzeczywiście czują niechęć do obcych, ale udają
tolerancyjnych na pokaz, a swoje myślą.

Osoby których pochodzenie zdradza kolor skóry czy wygląd i tak maja
lepiej niż Polacy czy Rosjanie we Francji czy Niemczech.
Każdy 'czarny' robi tam na reputację swojej 'rasy' zarówno na dobre
jak i na złe. Widziałam we Francji zarówno murzynów zajętych zwykłą
pracą (murzyna-pastora który robił elektrykę!), zmeczonych,
wracających do domów z roboty jak i leserów-luzaków. Ale na dwoje
babka wróżyła.

Natomiast Polacy w tłumie Francuzów nie wyróżniaja się. Są
wtopieni, ale siedzą cicho kiedy jadąc metrem słyszą Polaków
podpitych, śmierdzących, dzwoniących butelkami,
wykrzykujących 'polish wodka' etc... Francuzcy współtowarzysze mogą
nie wiedzieć, że wśród nich jedzie kilku Polaków 'cichych,
grzecznych, spokojnych', którzy pracowali by na społeczny wizerunek
Polaków na plus. Ale grupkę pijanych Polaczków zapamięta jako
jednoznacznie negatywny wizerunek.

Inna sprawa, że kraje Zachodu tak czy inaczej umoczone są w
dwuznacznych relacjach z krajami arabskimi czy krajami z głębin
Czarnego Lądu. Ilość kolonii jakie mieli zapisana jest w świetności
ich stolic i miast ,które przechowały pamiątki kolonialnej czy
imperialnej przeszłości-świetności. I teraz kiedy ich stolice
zalewane są przybyszami z dawnych kolonii, mówiących dobrze po
Francuzku (Algieria, Maroko, Indochiny) czy Angielsku (Hindisi,
Pakistańczycy) to jest to wyrównywanie rachunków, które u mnie w
Paryżu wywoływały ironiczny uśmiech. Mimo dekolonizacji związki
interesów czy pewien rodzaj protekjonalnego i roszczeniowego
podejścia OBU stron jest nadal wyczuwalny. Dobrze że Polska nie ma
takiego bagażu postkolonializmu,dzieki czemu jedziemy w relacjach
z 'czarnymi', arabami czy azjatami na bardziej rzeczywistej,
życiowej relacji. Bez błedów postkolonialnych wyrzutów sumienia
które kazały lewicowym kręgom uprawiać polityke bezkrytycznej
sentymentalnej czułości do przybyszów. Bez włazidupstwa i taryfy
ulgowej, bez poczucia winy ale i z ciekawością Innego.
To co nas różni od krajów Zachodu to niewielka ilość kolorowych,
którzy przyjechali tu na studia i zostali (dużo lekarzy!) , i ci
ludzie przez swoje wykształcenie czy konieczność życia w polskim
żywiole adaptują się lepiej niż całe kolonie murzynów w Paryżu,
gdzie różne popoulacje z Afryki duszą się we własnym sosie i żyją w
ramach enticznego getta. Po odcieniach skóry czy kształtach twarzy
widzianych na różnych liniach metra można poznać ,które obszary
podmiejskie są zamieszkane przez jakie wybrane grupy przybyszów z
Afryki.
czarulit
Według mnie nie jesteśmy tolerancyjni. Co prawda wiele ludzi próbuje zmienić myślenie Polaków, ale nie osiągnie się tego w ciągu kilku dni. Na to potrzeba lat. Bardzo wielu. Tak jak wspomniałeś, Polacy żyli w czasach socjalizmu odcięci od wielu kultur. Wbrew pozorom jednak młode pokolenie, kiedy już dorośnie, może być bardziej tolerancyjne. W dobie globalizacji i społeczeństwa opartego na wiedzy nietolerancja nie jest już czymś dobrym. Ludzie zazwyczaj boją się tego, czego nie rozumieją i czego nie znają. Może to się odnosić do zdobyczy techniki albo do ludzi. Kompletnie nie rozumiem osób, które nie znając żadnego Żyda czy homoseksualisty stanowczo wypowiadają się, że ich nienawidzą. Jest to dosyć infantylne i stereotypowe myślenie.
Tomaszydlo
"Tolerancyjni Polacy" - No przepraszam bardzo ale to zdanie rozśmiesza w ciągu 0,001s. Jeżeli rzucanie kamieniami w jehowych, albo wytykanie palcem czarnoskórych jest tolerancją to jesteśmy w czołówce Wink Nie żebym ja był święty, bo nie jestem. To co dzieje się na ulicach, czy dzielnicach niektórych z miast jest po prostu hańbą na cały świat. Tylko podrzucić paparazzi i wysłać foty na cały świat.

Co do postu Nadin... nie wiem czy mówimy o tolerancji czy o postrzeganiu Polaków za granicą. Każdy niemal kraj europejski ma nas za złodziei... czemu? No bo kradniemy - logiczne. nikt jednak nie postawi sobie pytania czemu kradniemy. Niektórzy wolą ukraść niż poświęcić życie córki... niektórzy wolą ukraść niż umrzeć z głodu... i NIESTETY niektórzy wolą ukraść niż wytrzymać kolejny miesiąc bez 0,75l. "Dzisiaj skradzione, jutro w Polsce".

Nie można też negować ciągle Polaków za ich zachowanie... jesteśmy dość "rozrywkowym" narodem. Czy jest ktoś na tym forum, który przechodził obok murzyna i nie spojrzał mu w oczy? Czy jest ktoś kto nie otwarł drzwi jehowemu? Czy jest ktoś kto nie śmiał się widząc osobę np rudą, grubą? Pewno że nie ma... I to nie nasza wina bo to normalne... Człowiek może zabawnie wyglądać, może być czarny czy być jehowym. A problem jest w tym że gdy spojrzymy na murzyna, on leci do RPA i gada ze ludzie się na niego patrzyli i Polacy nie są tolerancyjni (no to chyba normalne że się spojrzy na kogoś o innym kolorze skóry nie? ;/) Albo jehowemu drzwi nie otworą a ten pod nosem gada że nie tolerują ich... Jest se rudy, ktoś się pod nosem uśmiechnie a ten leci do psychologa że ludzie się z niego śmieją i się tnie w nocy. To że ktoś ma kompleksy nie znaczy, że osoba druga nie jest tolerancyjna.

Ogółem mówiąc, nie jesteśmy narodem tolerancyjnym. Postrzegani za to jesteśmy jako WREDNE NIE TOLERANCYJNE ŚWINIE co jest oczywiście przesadą. Wszędzie jest jak u nas. Rusek powie "Polska wódka jest za słaba", Niemiec "Polska wódka jest nie dobra".
Nolt
Moim zdaniem, to człowiek jest tolerancyjny nie grupa ludzi... zależy to od Ciebie, mnie lub kogoś przypadkowego. Natomiast jeśli biorąc pod uwagę nas polaków? To nie wydaje mi się abyśmy byli zbytnio tolerancyjni...
mtx
Homofobami jesteśmy...
czarulit
...i to jakimi. W Polsce określenie "pedał" jest bardziej obraźliwe niż "idiota" czy "głupek".
gecko
Pozwolę sobie coś zacytować. Oczywiście to tylko fragment dyskusji z Wojciechem Sadurskim - kto jest zainteresowany niech pogugla.

Aa i od razu mówię - nie cytuje pana Legutko żeby stwierdzić, że Sadurski przegrał tą dyskusję. Chodzi o to, że Legutko bynajmniej nie był bez racji. Wszystko to rzucam do przemyślenia, nie jako to, w co trzeba wierzyć. Nie mówię też, że podzielam każdy poniżej przedstawiony pogląd.
Ryszard Legutko w eseju ,,Nie Lubię tolerancji'' wrote:
(...) Pewnych słów szczerze nie lubię, a za najbardziej antypatyczne uważam „tolerancję" i „prawa człowieka".

Od pewnego czasu rozmaici uczeni i szlachetni ludzie w naszym kraju każą mi być
tolerancyjnym. (...) Wydawało mi się, że mówiąc o tolerancji mieli oni na myśli pewne dość oczywiste znaczenie, które pozwolę sobie krótko wyjaśnić. Przypuśćmy, że między mną a moim kolegą z pracy stosunki układają się źle, nie możemy dojść do porozumienia w żadnej kwestii, a żaden z nas nie jest skłonny do ustępstw. Jedyne co nam wtedy pozostaje — o ile nie chcemy zaostrzać konfliktu i dążyć do wzajemnego usunięcia z pracy—to tolerowanie siebie. Oznacza to, iż uznaję fakt całkowitego rozmijania się naszych opinii, ale dla świętego spokoju i z braku możliwej korzystniejszej alternatywy decyduję się na niewchodzenie w drogę swojemu adwersarzowi i oczekuję tego samego od niego. Być może okaże się, że istnieją pewne rzeczy, które nas łączą poza miejscem pracy, na przykład kolekcjonowanie znaczków, i wtedy będę mógł bez wewnętrznych oporów spotykać się z nim
w Stowarzyszeniu Filatelistycznym i działać wspólnie w jego ramach.

To proste przestanie stanowi istotę tolerancji. Nie tylko nie odrzucam go, ale twierdzę — w czym nie jestem specjalnie oryginalny — że jest ono jednym z ważniejszych osiągnięć praktyki politycznej cywilizacji zachodniej (choć nie pozbawionym pewnych wad), bez którego jakakolwiek struktura polityczna jest niemożliwa. Gdy po wojnach religijnych zwaśnione grupy zdecydowały się na tolerancję, przyjęły one właśnie taką zasadę. Ponieważ nie ma szansy na wypracowanie wspólnego stanowiska, znośmy swoją obecność, nie wchodźmy sobie w drogę i starajmy się współpracować tam, gdzie to jest możliwe, a więc poza obszarem głównego sporu. W ten sposób Żydzi nie będą na siłę chrystianizowani, katolicy islamizowani, a muzułmanie judaizowani, natomiast wszyscy będą mogli dogadać się na przykład co do wspólnych zasad polityki podatkowej.

Ale współcześni nauczyciele tolerancji nie o takiej postawie mówią, gdyż uważają ją za niewystarczającą, czy wręcz za mało tolerancyjną. W jednym z ogólnopolskich dzienników dwie panie przeprowadziły niedawno długą rozmowę na ten temat i orzekły, że właściwa tolerancja to „życzliwa otwartość". Gdy więc jestem tolerancyjny wobec, powiedzmy homoseksualistów, oznacza to, że nie tylko nie próbuję zmienić ich preferencji seksualnych (uznając, że jest to niemożliwe), nie tylko współpracuję z nimi w dziedzinach pozaerotycznych (jeżeli zachodzi taka potrzeba), ale nadto życzliwie odnoszę się do ich homoseksualizmu przyznając, że „coś jest na rzeczy". Otóż taki rodzaj tolerancji odrzucam i uważam za postawę generalnie szkodliwa.

No bo — zastanówmy się — czemu właściwie miałbym być „życzliwie otwarty"? Ponieważ homoseksualiści są inni niż reszta i stanowią mniejszość — pada odpowiedź. Pytajmy dalej czy wobec innych mniejszości mam być również „życzliwie otwarty"? Zwolennicy tolerancji odpowiedzą oczywiście twierdząco. Wobec sodomitów i transwestytów? Jasne. Tak samo jak wobec innych wyznań, narodowości, grup etnicznych, ras, kultur, poglądów na życie. W innym numerze tego samego dziennika pewien autor rozszerza naszą listę dodając do niej „rockersów, hippisów, gitowców, sekty religijne i mistyczne, poppersów, punków, rastafarian, metalowców, satanistów, (...) anarchistów, aidsowców i skinheadów".
Ale zauważmy: im dłuższa lista, tym sytuacja człowieka tolerancyjnego staje się bardziej nieznośna. Okaże się szybko, że nie może on wypowiedzieć żadnego, sądu wartościującego nie narażając na szwank „życzliwej otwartości" w stosunku do jakiejś grupy. Żart o „pedałach" doszczętnie go skompromituje; użycie słowa „zboczenie" wyrzuci go poza obręb społeczności cywilizowanej; zżymanie się na nachalne Cyganki na Plantach narazi go na zarzut szowinizmu; pogardliwa wypowiedź o gitowcach etc., dowiedzie jego ślepoty na fakt, że (cytując wzmiankowanego powyżej autora) „to, co młodzież wnosi do dorobku kultury światowej, jest odżywcze, wartościowe i potrzebne", gdy popełni w towarzystwie tę gafę, że przedstawi się jako katolik, powinien natychmiast dodać, że jest życzliwie nastawiony do religii Wschodu i innych wyznań. Życie w tak rozumianej tolerancji nie staje się łatwiejsze (jak w przypadku pierwszego znaczenia tego słowa), ale trudniejsze W Stanach Zjednoczonych i innych krajach zachodnich rozwiniętej tolerancji za niektóre wypowiedzi jest się bezwzględnie ostracyzowanym. Jeden z najbardziej popularnych dziennikarzy sieci CBS został zawieszony za wypowiedź o homoseksualizmie, którą zainteresowani uznali za obraźliwą i nie wrócił na antenę, aż ich publicznie nie przeprosił. W pewnych środowiskach uniwersyteckich jest nie do pomyślenia używanie języka „maskulinistycznego" dyskryminującego kobiety (kto powie chairman zamiast chairperson narazi się na to, że uczestnicy opuszczą salę w proteście przeciw nietolerancji). Testy na inteligencję, pokazujące statystyczne różnice między wynikami w szkole różnych grup, bywają piętnowane jako wyraz pogardy (a więc braku życzliwej otwartości) białej kultury w stosunku do czarnej. Człowiek tolerancyjny jest nie tylko otwarty na inne kultury, z którymi się styka, choćby pośrednio, ale także na te, o których nie ma zielonego pojęcia, lecz za to jest pewien, że jakiekolwiek by nie były, to na pewno warto się na nie otwierać Choćby nie potrafił wymienić ani jednego nazwiska pisarza afrykańskiego, będzie przysięgał, że nie wolno deprecjonować literatury czarnej Afryki. Jeżeli nie wiesz o niej wiele — powie on człowiekowi nietolerancyjnemu — skąd pewność, iż jest gorsza od europejskiej? Na to jest odpowiedź, jakiej w podobnym kontekście udzielił Saul Below, wybitny pisarz amerykański: jeżeli mieliby oni jakiegoś Tołstoja, to na pewno o nim słyszelibyśmy. Odpowiedź ta, zbyteczne dodawać, została przez obrońców tolerancji potraktowana jako skrajnie rasistowska.

Wydawałoby się, że człowiek tolerancyjny jest całkowicie pusty, bo pozbawiony jakichkolwiek trwałych przekonań: potrafi wszak tylko pełnić funkcje cenzora, wykazując innym, że są za mało otwarci, czyniąc tysiące zastrzeżeń wobec własnego światopoglądu, tak żeby przypadkiem nie być posądzonym o brak otwartości. Tu zauważmy w dygresji, że owa funkcja cenzorska jest zawsze jednostronna: będzie on pouczał starych, że nie traktują życzliwie młodych, a nie powie nigdy punkom i reszcie — „słuchajcie, koledzy, jak się nie otworzycie w porę na kulturę dorosłych, to do końca życia pozostaniecie matołami". Ktokolwiek śledzi działalność obrońców tolerancji zauważy, że mają oni zawsze swoje preferencje, które zmieniają się na fali mody. Ostatnio w modzie były akcje wsparcia dla chorych na AlDS jako ofiar nietolerancji; stwardnienie rozsiane czy choroba Alzheimera nie inspirują oczywiście nigdy koncertów rockowych, bo nie kojarzą się z żadną sprawą. Niedawno oznaką szlachetności było również wspieranie Kurdów mordowanych przez nietolerancyjnego Saddama Husajna, choć nieco wcześniej nie organizowano koncertów w celu zbierania środków na militarną interwencję w Iraku, bo byłby to przecież przejaw nietolerancji wobec kultury arabskiej. W Stanach Zjednoczonych można wylecieć z telewizji za żart o homoseksualistach, natomiast nie słyszałem, by ktoś miał jakiekolwiek kłopoty z powodu publicznego opowiadania Polishjokes, czyli żartów o Polakach, takich jak kiedyś u nas opowiadano o milicjantach (na przykład: jak się nazywa czyrak na tyłku u Polaka? — guz mózgu). Nie znaczy oczywiście, że uznaję takie żarty za karygodne i do głowy by mi nie przyszło potępiać je jako przejaw nietolerancji.

Wszystko to tłumaczy, dlaczego nasi orędownicy tolerancji nie jawią się w powszechnym odbiorze jako apostołowie zgody. Są raczej odbierani, i słusznie, jako grupa równie antagonizująca swoimi poglądami jak, na przykład, „prawdziwi Polacy". Zwolennicy tolerancji w sensie pierwszym, a więc według mnie właściwym, ogłaszali stan nieagresji między grupami wyznaniowymi, etnicznymi itd., zostawiając problem sporów i kontaktów wyłącznie jednostkom, licząc na twórczy wpływ indywidualnych cech ludzkich, takich jak dobre maniery, taktowność, krytycyzm, wiedza i tym podobne. Zwolennikom tolerancji w sensie drugim nie wystarczają ani stan fizycznej nieagresji, ani wiara w możliwości dogadywania się jednostek ze sobą. Dlatego proponują oni szeroki program kolektywnej reedukacji. Jak każdy program tego typu niesie on w sobie zagrożenia, których jego twórcy nie wydają się świadomi.


... a zwłaszcza drugi cytat warto rozważyć:
Ryszard Legutko w odpowiedzi na esej Sadurskiego wrote:
Drugie zastrzeżenie bierze się z upraszczającego charakteru tolerancji. Ci, którzy lubią się na nią powoływać, stracili zdolność rozróżnienia między zdolnościami moralnymi i zachowaniami ludzkimi. Tolerancja zabiła takie pojęcia jak wyrozumiałość, otwartość, pojednawczość, pobłażliwość, życzliwość, poczucie sprawiedliwości, dobre wychowanie oraz wiele innych cnót i postaw, które różnią się od siebie, wynikają z różnych motywacji i dotyczą różnych zachowań czy czynów.
hottespot
Jesteśmy tolerancyjni, już coraz rzadziej zdarzają się przypadki rasizmu. To, że niektórzy dalej tkwią w tych starych ideologiach jest ich sprawa.
mtx
Nie do końca się z Tobą zgodzę. Tolerancja to nie tylko brak rasizmu. To również brak ksenofobii, homofobii itd itp - a tego na pewno jest dużo.
Z resztą co do rasizmu: popatrz na nasze stadiony i przejawy nienawiści do czarnych graczy
gecko
Znam parę osób (które są w sumie b. fajne i w ogóle), które jednak są w pewnym stopniu rasistami. Na szczęście są tolerancyjne...

Ci, którzy się burzą połączeniem słów ,,rasista" i ,,tolerancja" - odsyłam do tekstu Ryszarda Legutki poniżej.

Ale zgodzę się z mtx - na stadionach wyraźnie widać, co się dzieje. Obelgi, rozróby, nawoływanie do przemocy zarówno fizycznej jak i psychicznej, etc...

@hottespot: Nie. To nie jest ich sprawa. To jest sprawa także tych, których dotyka rasizm tych pierwszych. I nasza, bo **jesteśmy odpowiedzialni za Polskę i polaków**. W mniejszym lub mniejszym stopniu ale jesteśmy.

Czy pochwalisz to, że biją kogoś a tłum przechodzący obok tego nie chce widzieć i przechodzi obok? No przecież nie jego wina! Nie jego sprawa...

Ludzie... Odpowiedzialność to nie jest najprzyjemniejsza rzecz, ale to nasz obowiązek...
abikor
Nie potrafię kategoryzować Polaków jako całej nacji czy są czy nie są tolerancyjni.
Wydaje mi się, że to sprawa indywidualna i zależna od sytuacji - czy zmęczony i zdenerwowany Polak, który powie coś wulgarnego do pierwszego napotkanego faceta jest rasistą, bo okazało się, że ten drugi to Murzyn? A gdyby to był Żyd, to jest nietolerancyjny pod względem religii? Bez sensu.

Mają rację ci, którzy zwracają uwagę na pewne paralele między tolerancją a obojętnością, bo w praktyce często brak działania jest postrzegany jako tolerancja.
Ale jest i drugie dno - o prawdziwej tolerancji możemy mówić nie tyle jak się zachowuje, ale co myśli - co jest motywem jego działania lub braku działania.

Osobiście uważam, że w historii Polski przez wiele lat w granicach naszego kraju mieszkały i współistniały najprzeróżniejsze narody, grupy religijne, wyznawcy religii i jakoś potrafiły się dogadać. Daliśmy schronienie nawet prześladowanym w całej Europie arianom (choć i oni w końcu doznali wypędzenia z Polski w 1658 r.).

Polacy z natury są raczej otwarci i przyjaźnie nastawieni, ale gdy ten drugi jest w jakiś sposób inny, potrafią błyskawicznie ukazać swą drugą, ciemną stronę charakteru.
Na zachowania ludzi mają też ogromny wpływ poziom dochodów - gdy ktoś nie ma pracy i perspektyw - staje się zgorzkniały, w każdym widzi wroga.

Religia i Kościół też nie pomagają - pozornie wydaje się proste: miłuj bliźniego, ale stosunek do Świadków Jehowy, czy innych odłamów religijnych jest w dużej mierze wynikiem stosunku księży do tych mniejszości (klasyczne zachowania ks. Jankowskiego czy Ojca Dyrektora) - biorąc pod uwagę ich rzesze naśladowców śmiało można wysnuć wniosek, że Polacy nie są tolerancyjni.
Ale czy tak jest w istocie???
Related topics

3 miliony mieszkań - bujda czy potrzeba?
WyobraĽnia
Mundial 2006
Rys
Troche o Polskiej polityce

Polacy, nasze wady i zalety
Homofobia
Manifestacje gejów i lesbijek - za czy przeciw?
Niemcy boja sie polskich pseudokibiców
Powitanie na wstępie.

Czy ta strona na serio pozwala miec darmowy serwer?
Wybory Prezydęckie
Humor :)
Ile masz lat
Czy tworzysz strony internetowe?
Reply to topic    Frihost Forum Index -> Language Forums -> Polish

FRIHOST HOME | FAQ | TOS | ABOUT US | CONTACT US | SITE MAP
© 2005-2007 Frihost, forums powered by phpBB.